Skocz do zawartości
BIG GIVEAWAY - Nóż z hakiem oraz inne skiny ×

Rekomendowane odpowiedzi

  • Legenda
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.
Opublikowano

8o2FGdr.png

MARSIE

 

Witam stałych bywalców!

Dzisiaj dla odmiany nie będzie o użytkownikach forum, lecz inwencja twórcza w formie sci-fi o Marsie. Lektura nieco dłuższa, więc rozsiądźcie się wygodnie i zapraszam do lektury! :default_happy:

 

lignefleur24.gif.412a316219e2e0d752f0ed365a347fcb.gif

 

 

Rok 2113. Po wielu latach starań ludzkość w końcu osiedliła kolejną planetę, jaką był Mars. Wciąż zmieniający się klimat przyczynił się do globalnych ewolucji w Drodze Mlecznej. Tutaj życie wygląda zupełnie inaczej. Jako ziemianie mieliśmy swoje przyzwyczajenia i normy, których każdy z nas się trzymał, jednak tu nic nie jest takie samo, jak na Ziemi, którą znamy.
Wszystko zaczęło w 2041 roku, kiedy to nieznany i niezbadany organizm wylądował na naszej planecie. Jak się okazało, była to mutagenna forma człowieka, jednak ze znacznie zmienionymi cechami fizycznymi, jak i parametrami życiowymi. Przez 2 lata był ściśle badany przez rzeszę naukowców, którzy wraz z kolejnymi badaniami byli zachwyceni, a zarazem przerażeni. Najwybitniejszy z nich Mike, wiedział, że jakakolwiek ucieczka tej istoty wiązałaby się z klęską dla ludzkości. Spędzał tutaj swoją piątą dobę z rzędu, prowadząc kolejne badania, ponieważ był blisko swojego przełomowego odkrycia, jakim była płeć tejże istoty. Nagle zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszał troskliwy głos swojej żony:
-Mike, wróć do domu, proszę. Dzieci Cię potrzebują. Tęsknię, a sam wiesz, że Twój organizm też potrzebuje odpoczynku -nawoływała, kochająca luba.
-Skarbie, wiesz, że jestem już naprawdę blisko do odkrycia tego, co jest dla mnie bardzo ważne. Robię to nie tylko dla Was, ale i dla nas wszystkich, ponieważ to może odmienić całe nasze życie. Musisz wytrzymać jeszcze chwilkę, a obiecuję, że wynagrodzę Wam te kilka utraconych dni. -mówił Mike, który bardzo kochał swoją rodzinę, ale wiedział, że laboratorium, to jego największa pasja. Tę chwilę nieuwagi i zapomnienia wykorzystała obca istota, która uwolniła się ze stołu badawczego i była już w drodze do wyjścia, tak, jakby planowała to od lat. Serce Mike zamarło, natychmiast rzucił telefon i pobiegł za obcym bez chwili zastanowienia. W tym momencie nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i w głowie miał tylko jedno – złapać go lub zabić, wszystko jedno, byleby tylko się nie wydostał. Zauważył, że człek jest niesamowicie szybki, a jego ruchy przypominają lamparta biegnącego za swoją ofiarą. Już wtedy wiedział, że jakikolwiek pościg za nim skończy się porażką. Na szczęście po drodze znajdowała się sterownia alarmowa, z której uruchomił wszystkie zabezpieczenia, aby nikt nie mógł się wydostać.
-Stopień IV, powtarzam stopień IV. Awaryjne zamknięcie -zdążył szybko poinformować w sterowni całe centrum badawcze.
Wtedy w końcu mógł na chwilę odetchnąć i zapewnić sobie chwilę spokoju oraz poczekać na wsparcie. W kamerach obserwował jakimi drogami przemieszcza się ich pozaziemski przyjaciel. Wiedzieli, że iloraz jego inteligencji przekracza ponad dwukrotnie nasz ludzki, a jego siła jest niesamowita, nawet przy tak niewielkich gabarytach.
-Szefie, co się dzieje!? - dobiegli przerażeni i uzbrojeni wojskowi.
-Słuchajcie, mamy wielki problem i musimy sobie z nim poradzić. Sprawa najwyższej wagi, a jest to nic innego jak schwytanie lub zabicie uciekiniera.
-Ale jak to się stało? Przecież mamy najlepsze zabezpieczenia, na najwyższym poziomie światowym. -mówił jeden z przerażonych mundurowych.
-Nie pora na wyjaśnienia oraz tłumaczenie. Mamy tutaj organizm, który pokonuje nas już na starcie, po prostu swoim istnieniem i cechami, jakie posiada. Z tego względu musimy uznać go za zagrożenie, w każdej kwestii i po prostu zabić, jeżeli schwytanie okaże się niemożliwe -Powiedział zwięźle i na temat Mike.
-Szefie? Niech Pan zobaczy. On właśnie pokonał naszą pierwszą barierę zabezpieczającą, używając do tego szyfrowania pozakaligraficzenego, której znajomości nawet po kilkunastu latach nie opanował żaden informatyk czy haker, a on zrobił to zaledwie w 15 minut. To jest po prostu niemożliwe, tego zabezpieczenia nie pokonał nigdy nikt na świecie. -rzekł, trzęsąc się ze strachu i wskazując na monitor, bardzo dobry szeregowy, jakim był Norbert.
W tym momencie na chwilę wszyscy zamarli i wzajemnie napędzali się strachem, mierząc się ze skalą problemu, z jakim mają styczność.
-Ekipa! -wrzasnął, nagle porywczo Mike
-Tak szef! -odparli chórem.
-Jesteście naszą pierwszą siłą wojowników w kraju i urodziliście się właśnie do takich zadań, aby służyć naszemu państwu, a nawet światu. Jako ludzkość, jesteśmy niepokonani i żadna paskuda nie będzie nam psuła nadchodzącego weekendu. Zatem znacie plan, do dzieła! -powiedział motywująco Mike.
Wszyscy w jednej chwili się rozeszli, a sam brązowowłosy został w sterowni, aby obserwować i kontrolować wszystko z ukrycia.
Przedziwny przybysz doszedł już do drugiego przejścia, które równie łatwo pokonał. Wyglądał, jakby planował to od pierwszego dnia, w którym został pojmany. Nadal jednak nikt nie wiedział, jaki miał cel i czy ta misja skończy się dla nas dobrze.

-Widzę podejrzanego, jest zajęty kaligrafią. Wysyłam pocisk. -Poinformował pierwszy, znajdujący się na miejscu stróż bezpieczeństwa.
Wycelował i strzelił, oddając pewny wystrzał. Ku jego zdziwieniu istota była tak zwinna, że złapała pocisk prosto pomiędzy palce. Wyszkolony żołnierz przez chwilę się zawahał, jednak postanowił oddać serię pocisków, mając nadzieję, że w końcu któryś trafnie zostanie umieszczony w ciele obcego. Niestety jego zwinność, siła i refleks były tak znakomite, że poradził sobie nawet z 10 wystrzelonymi naraz nabojami usypiającymi. Miał jeszcze jedną ważną przewagę – posiadał krótszą o połowę od ręki ludzkiej, kończynę wspomagającą, której zastosowania nie mogli odkryć. Okazało się, że potrafi idealnie odczytywać i kopiować ludzkie odciski palców, niepowtarzalne linie papilarne oraz ludzkie dna. Nim wyszkolony się obejrzał istota była już za drzwiami i nie zmierzała, tak jak zakładali prosto do wyjścia, a do głównej jednostki sterującej. Mundurowy przekazał:
-Uwaga, istota posiada nadzwyczajną zwinność i nasze specjalnie stworzone środki nasenne, nie są w stanie sobie z nią poradzić. Musimy zastosować inną metodę.
-Wycofaj się – rzekł szybko i pewnie Mike widzący dokładnie wszystko w rejestratorze.
-Tak jest! - odpowiedział i zaczął powolnym krokiem cofać się szeregowy.
-Paweł. Zgłoś się.
-Tak szef! -odparł zarządca całego pokładu.
-Właśnie przedostaje się do Was obcy, żadna z naszych jednostek nie będzie w stanie dotrzeć do Was na czas. Niestety będę musiał użyć procedury awaryjnej i wpuścić gaz usypiający do komory, po przedostaniu się obcego. Zabezpieczcie się, jak możecie oraz natychmiast po jest wkroczeniu, zamknijcie właz. -rzekł pełen nadziei Mike, że w końcu uda im się pokonać istotę z obcej planety.
-Tak jest! -odparł sprawnie i od razu przystąpił do zabezpieczania, jednak istota była szybsza, niż się ktokolwiek spodziewał i nie zdążyli nawet zareagować. Mierząca 160 centymetrów obca przedstawicielka nieznanej rasy weszła niewzruszona tym, że ktokolwiek znajduje się w pomieszczeniu. Nie była ona straszna, lecz jej brak rzęs, piersi oraz narządów rozrodczych, posiadanie trzech kończyn oraz kilka deformacji w fizjologii przerażały każdego, bo nie wiedzieli, z czym tak naprawdę się mierzą.
Wedle ustaleń Paweł od razu zamknął właz, a Mike niepewnie zawisł nad przyciskiem uruchamiającym uwolnienie gazu usypiającego. Wiedział, że jeśli taka dawka nie pokona obcego, a unieruchomi tylko jego kompanów, to sytuacja stanie się jeszcze bardziej dramatyczna. W końcu odważył się i wcisnął odważnik. Niestety czarny scenariusz zaczął się sprawdzać. Jego przyjaciele padli jak muchy, szybko odbierając im świadomość, a obcy stał nieugięcie na dobre.
-Skąd wiedział! Jasny gwint! Przecież pokład, na którym się teraz znajduje, służy także do podróży kosmicznych! -warczał coraz bardziej zestresowany Mike.
Nie minęło dwie minuty, a statek wraz z całą jego załogą zaczął wzbijać się w powietrze. Żołnierze sami nie wiedząc, co się dzieje, nagle się zerwali i czekali w gotowości.
Niech moja żona kiedyś mi to wybaczy – pomyślał i wydał polecenie:
-Zestrzelić Vanesske15. Powtarzam, zestrzelić natychmiast Vansske15. Znajduje się na niej obcy i nie może stąd uciec! -powiedział wciąż opanowany szef.
Cała gwardia zaczęła realizować swój plan. Wystrzelili serię naboi oraz rakiet, celując w statek kosmiczny. Niestety umiejętności lotnicze oraz zwinność przy ich wykonywaniu przekraczały granicę niejednego wyszkolonego do tego pilota. Z łatwością uniknął strzałów i już był zbyt wysoko oraz daleko, aby jakakolwiek siła ludzka była w stanie go dosięgnąć. Nie wiedzieli dokąd lecą. Po godzinie zniknęli całkowicie z wszystkich radarów, jakby po prostu się rozpłynęli.

Doba później czasu ziemskiego

W statku kosmicznym zaczęła powoli budzić się do życia ekipa, która została uprowadzona przez obcego. Wszyscy byli przy życiu oraz czuli się bardzo dobrze. W gruncie rzeczy w takiej samej sytuacji znalazło się sześć obecnych tam wtedy osób.
Pierwszy z wybudzonych powstał, a ku jego oczom ukazało się rażące Słońce. W oddali zobaczył pojedyncze drzewa i jakby glebę, która była… no właśnie, była czerwona.
-Chłopaki, wstawajcie szybko. Musimy jak najszybciej zlokalizować, gdzie jesteśmy oraz gdzie jest nasz przyjaciel, bo może wrócić tu w każdej chwili – rzekł w tym momencie kapitan statku, którym kiedyś kierował. Pośpiesznie włączył lokalizację oraz radar, który niestety nie wykrywał, gdzie aktualnie się znajdują.
-Musimy znaleźć jakiś punkt odniesienia i posłużyć się innym metodami, ponieważ są tu jakieś zakłócenia i radar nie może sobie w żaden sposób poradzić – nawoływał do działania dobrze zbudowany przywódca.
-Chyba już nie musimy – powiedział jeden z naukowców, wgapiając się w oddalone o Słońce. –Widzicie? To nie jest naturalna bliskość tarczy słonecznej. Dokładnie wiem, gdzie taką można spotkać i mogę Was zapewnić, że jesteśmy na Marsie moi drodzy.
Nagle wszyscy wpadli w osłupienie i na moment zamarli, nie zdając sobie sprawy jakim cudem, bo w końcu nikomu na Ziemi nigdy nie udało się tego osiągnąć, a oni dziwnym trafem całkowicie przypadkiem znaleźli się na obcej planecie. Nie mieli pojęcia, co ich tutaj czeka oraz czy opuszczenie statku będzie bezpieczne na tyle, aby mogli się swobodnie poruszać. Wieloletnie badania oraz przypuszczenia na temat niezbadanego dotąd globu mogły zostać teraz tylko potwierdzone lub obalone.
-Dobra. Jeżeli nasz przyjaciel się nie myli mamy, tylko jedno wyjście – wydostać się i zaryzykować lub tutaj umrzeć, bo niestety zapasy żywności starczą na zaledwie tydzień. Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam opuścić ten gmach i oddać swoje życie w imię nauki, a może i własnego spełnienia - powiedział pełen nadziei Patryk, który nigdy niczego się nie obawiał i nie miał tak naprawdę nic do stracenia, bo był samotnym kawalerem.
Po chwili namysłu zaczęli pod jego decyzję przyłączać się pozostali kompani i wiedzieli, że skoro znaleźli się tutaj razem, to też razem stawią czoło wyzwaniu. Otworzyli zatem właz i wyszli na zewnątrz, wzięli pierwszy oddech, później kolejny i już byli pewni, że mogą tutaj swobodnie oddychać. Tak oto rozpoczęła się pierwsza w historii ludzkości kolonizacja Marsa, która była tak naprawdę początkiem ich przygody, której doświadczali na własnej skórze.
3 lata później
Czerwona gleba nie była jedynym ciekawym zjawiskiem, które można było zaobserwować na tym globie. Mutacje zachodzące w organizmie, odporność na choroby, dodatkowa kończyna usytuowana na wysokości żeber, płuca oraz oskrzela, pozwalające na oddychanie również pod wodą, węch i słuch wyostrzone niczym u zwierzęcia, jeden odcień skóry, błony pławne pomiędzy palcami u rąk oraz nóg, oraz wiele cech odziedziczonych od zwierząt – właśnie to sprawiało, że ludzie tutaj byli odmienną formą istnienia. Właściwie pytanie w tym miejscu brzmi – czy to nadal człowiek? Jak nazwać istotę, posiadającą tak wiele wspólnych cech do zwierząt. Osobniki przebywające wtedy na tym czerwonym globie nazwali siebie Merkusami. Wzajemnie badali planetę oraz to, co się tak właściwie na niej kryje. Samoistnie przechodzili mutację wraz z upływem czasu. Mijał trzeci rok ich pobytu tutaj.
-Katrin, zabierz sprzęt i idziemy po wodę -narzucił wtedy już jej najwierniejszy przyjaciel Patryk.
Niestety woda na tej planecie była ciężko dostępna i znajdowała się w głębi planety. Tutaj życie toczyło się pod wieloma metrami ziemi, gdzie istniały podwodne morza, jeziora oraz inne magiczne zbiorniki. Potęga tego miejsca była zbyt ogromna, aby mogli ją doszczętnie zbadać. Mimo wszystko zawsze trzymali się razem i ciągle usilnie próbowali w jakikolwiek sposób wysłać sygnał do Ziemi, aby ktokolwiek wiedział o tak przełomowym odkryciu.
-Paweł! Chodź tu szybko! -krzyknęła przerażona Katrin przebywająca wówczas w jeziorze. -Widzisz? To Merkusi. Tacy jak my. Od trzech lat nigdy nie spotkaliśmy żadnej podobnej do nas formy życia. Musimy spróbować się z nimi porozumieć w jakiś sposób. To nasza jedyna szansa, aby się zjednoczyć z tutejszymi istnieniami -ciągnęła dalej złotowłosa.
-Trochę obawiam się tego spotkania, ale musimy spróbować. Pamiętaj bądź czujna, bo nigdy nie wiadomo, w jaki sposób oni funkcjonują.
Ostrożnie zbliżyli się do obcych istot, które napotkali w podwodnym jeziorze i nieśmiało rzekli:
-Słuchajcie, przebywamy tutaj od około 3 lat. Jesteście mieszkańcami tego globu? Rozumiecie moje słowa? Mówicie językiem ludzkim? -zaczął Paweł.
Wtedy nieznane istoty, spojrzały podejrzliwym wzrokiem, podeszły do Pawła oraz Katrin i zaczęły ich obwąchiwać. Po niecałej minucie intensywnego wąchania w końcu przemówiła jedna z nich:
-No pewnie, że tak. Śmierdzicie ziemianami. Jak w ogóle się tu znaleźliście? Jakim cudem przebywacie tutaj od 3 lat? -odpowiedział jeden z trzech nieznanych tubylców.
-Szczerze mówiąc, sami nie wiemy, w jaki sposób się tutaj znaleźliśmy. Uprowadziła nas istota spoza ziemska, która wylądowała około 5 lat temu na Ziemi. Niestety nasza podróż tutaj przebiegła w uśpieniu i bez świadomości – wypowiedziała niezbyt zadowolona z takiego scenariusza Katrin. -A Wy jak się tutaj dostaliście i ile czasu ziemskiego żyjecie w tym dziwnym ciele?
Wtem jeden z nich się zaśmiał, nie mogąc uwierzyć w to, że taka sytuacje w ogóle miała miejsce:
-Naprawdę, ta bestia uprowadziła Wam statek kosmiczny? Mieliście tyle możliwości, tak wiele, w wy po prostu oddaliście się w ręce jakiegoś stworzenia -nawijał kpiąco.
-Wypraszam sobie! -warknął oburzony Paweł, widząc, że nie traktuje ich poważnie i jest zbyt pewny siebie.
-Dobra. Słuchajcie! -wrzasnął w końcu trzeci z towarzyszy, który obserwował wszystko z boku. -Mamy dziurę w kosmosie, a raczej bardzo blisko ziemskiej atmosfery, która przenosi wszystko, co do niej wpadnie w atmosferę Marsa. Sami jeszcze nie zbadaliśmy do końca zachować tego globu, ale jedno jest pewne – każda osoba, która przybędzie tutaj z Ziemi, automatycznie mutuje. Nie jesteśmy w stanie tego uniknąć w żaden sposób.
-Jesteśmy zatem nie pierwszymi, a drugimi, którym przypadkiem udało się tutaj wylądować -stwierdziła nieco spokojniejsza Katrin.
-Nie byłbym tego taki pewien. Pomyślcie sami – czy kiedykolwiek słyszeliście coś o zaginionych astronautach w kosmosie? Ktokolwiek w ogóle podał tę informację światu? Zastanawiał się ktoś, jak nagle zniknęliśmy z radarów? Odpowiedź brzmi – nie. Nikt nas nie szukał, więc was też nie będzie szukać, przynajmniej, nie przez dłuższy okres. Ile osób w taki sam sposób już tutaj się znalazło? Obstawiam, że naprawdę wiele i to tylko kwestia czasu, aż je spotkamy. Zatem czujcie się jak u siebie w domu i zapomnijcie o ziemskich przywiązaniach, bo to był tylko lot w jedną stronę. Jeszcze przez wiele lat żadne z nas nie opuści tej czerwonej sfery. -uświadomił wszystkich rosły Merkus w zielonym odzieniu.

Dzień godziny W, czyli rok 2113
-Paweł, Paweł! Chodź szybko! -wrzeszczała przerażona Katrin, której los tutaj, potoczył się zupełnie inaczej, niż zakładała.
-Co się stało kochanie? -odparł zmartwiony Paweł
-Patrz! Coś tu leci! Nie wiem, czy to dobry znak dla nas, czy też zły, ale chyba powinniśmy coś zrobić. Może to nasza ziemska rodzina? -mówiła pełna nadziei.
-Sam nie wiem. Wiesz, jacy są ludzie. W końcu sama kiedyś nim byłaś. Nie wiem, czy warto się narażać, bo mogą się nas przerazić i od razu zabić nie pytając o nic -odradzał niezbyt przekonany dobrymi intencjami gości Paweł.
Kilka minut później wylądowali na Piaskowej Górze. Był to charakterystyczny szczyt w okolicy, dlatego prawdopodobnie dostrzegli to też inni Merkusi. Tak też było. Nim się obejrzeli, w kierunku statku podążali Filip oraz Jack. Byli od niego niespełna 500 metrów i obserwowali z ukrycia, co się wydarzy.
-Czy oni są normalni? -wrzasnął zdenerwowany Paweł, widząc, że jego przyjaciele nie zważają na zagrożenie.
-Poradzą sobie. -powiedziała spokojnie Katrin, zbytnio ufając ludziom.
Nagle właz zaczął się otwierać. Statek był ogromny. Nigdy wcześniej sami takiego nie widzieli. Wyglądał, jakby był stworzony specjalnie do tego celu, jeszcze bardziej ulepszony i potężniejszy niż poprzednie statki, które pamięta. To był kolos. Filip i Jack poczekali, aż wyłonią się pierwsze postacie. Ku ich zdziwieniu były to zwierzęta. Niestety nie były to organizmy ziemskie, do których byli przyzwyczajeni, ale całkowicie zmutowane formy życia, każde mierzące ponad dwa metry. Tuż za nimi zaczęli wychodzić, jak im się zdawało – ludzie. Niestety były to również przemienione jednostki. Szybko namierzyli istnienia, które znajdowały się wokół nich i ich pochwycili.
-Kim jesteście -warknął zniesmaczony przywitaniem Jack.
-To wy jednak mówicie, mało to, nawet w tym samym języku -powiedział dwumetrowy gigant, nadal z cechami ludzkimi. -Jakby to powiedzieć… Przybywamy z niebieskiej planety, niegdyś znanej jako Ziemią. Aktualnie nie została po niej nawet szczątka egzystencji, a my potrzebowaliśmy nowej planety.
Twarz Filipa nagle pobladła i doznał szoku, słysząc słowa wypowiedzianego, przez rosłego giganta:
-Słucham? Chcecie powiedzieć, że Ziemia już nie istnieje? Jak to? Co się stało? Jak to możliwe? Dlaczego? -mówił drżącym i przerażonym głosem, nie wierząc, w to, co słyszy.
-Niestety. Uciekliśmy z niej tuż przed wielkim wybuchem. Wiedzieliśmy o szczelinie teleportującej i tylko dzięki niej udało nam się tutaj dotrzeć. W skrócie jesteśmy pozostałościami ostatnich ludzi na Ziemi. -mówił poważniej mocarz.
-Skoro już nie jesteśmy wrogami, możecie nas puścić -rzekł na końcu Filip, który miał ochotę oddać ostatni hołd swojej kuli ziemskiej.
Filipa i Jack'a ogarnął smutek, rozpacz i tęsknota. Mimo iż wiedzieli, że nigdy nie wrócą na Ziemię, to jednak utrata domu dla całego świata i katastrofa globalna bolały bardziej niż cokolwiek. To było miejsce, w którym się wychowywali i spędzili całe życie. To coś więcej niż dom.
Tak oto Merkusi oraz ostatni ludzie z ziemi nawiązali kontakt, ale niestety już na innej planecie. To właśnie czerwony glob i jego nieodkryta potęga stawały się teraz ich prawdziwym miejscem zamieszkania z dnia na dzień. Wiele osób nie mogło się tam odnaleźć, ale w końcu musieli się przyzwyczaić. Ostatecznie Mars, jego nieodkryte zakątki oraz mutacje, które tam zachodziły, to był dopiero prawdziwy niezbadany skarb ludzkości, która po 2113 latach osiedliła kolejną planetę, a być może nie ostatnią.

 

 

tenor.gif.355b3d6060a302ee60fb71ece6849feb.gif

 

KONIEC.

Dziękuję za dotrwanie do końca. Jeżeli chcesz, aby kolejne opowiadanie lub wierszyk pojawiły się właśnie z Tobą, zostaw komentarz z dopiskiem "chcę opowiadanie" lub "chcę wierszyk". :ks:

W kolejce do opowiadania:

@ czak

@ Nikodem

@ Japoniec.

@ Łasica (wierszyk)

@ hanq6 (wierszyk)

@ `rage (wierszyk)

  • Lubię to! 5
  • Uwielbiam 5
  • Legenda
Opublikowano

Na początku miałam mieszane uczucia co do tego, strasznie nie przepadam za Sci-Fi, dosłownie omijam wszystko, co z tym gatunkiem związane. Widząc początkowy dopisek momentalnie wyszłam z tematu. Czytałam już od Ciebie całkiem sporo prac i tylko dlatego wróciłam. Szczerze? Nawet nie wiem, kiedy przeczytałam całość - mocno wciągnęło. Opowiadanie bardzo dobre, a przede wszystkim dopracowane. Z chęcią przeczytałabym od Ciebie coś w gatunku typowo fantasy, jednakże nie o użytkownikach forum, a na wzór tego, co wykonałaś teraz, taki one-shot. 

  • Dzięki 1
  • Legenda
Opublikowano

Zamiast pracować to czytam opowiadania. Wciąga. :D Zabawne te mieszanie "Brytyjskich" i Polskich imion xD Jestem zawiedziony, że nie ma Brajana i Karyny. :( 

Masz talent. :)

  • Dzięki 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.