Skocz do zawartości
[GIVEAWAY] Nóż survivalowy | Doppler ×
[GIVEAWAY] Bowie Knife | Gamma Doppler ×

Rekomendowane odpowiedzi

  • Legenda
Opublikowano

KATOPEDIA WEDŁUG TITANII #1

 

 

POSTACIE
Brek - @ ElementaR
Diabeł Lucyfer z Silver City - @ visek
Bezzębny kanibal - @ haikoo
Potężny gej - @ dejmanoXD
Bestia z Wadowic - @ revander
Tabaluga jednoręki - @ Łasiczka
Czakałaka - @ czak
Rozpuszczalna odbytnica - @ sajmon094

 

UWAGA: Opowiadanie powstało w celach humorystycznych i nie ma na celu nikogo urazić. 

 

linia-ruchomy-obrazek-0264.gif.1d8354d367e6680497a3532ed4feb041.gif.4690320f3322624ed5ece63c0d258748.gif


Nadchodzi jesień. Szara, ponura, wiejąca zgrozą i przynosząca wiele niechcianych wydarzeń. Przenieśmy się do Anglii, a konkretnie do zamku Alnwick. Pewnie kojarzycie ten mrok, głuche szepty i płacz w oddali, które towarzyszyły wielu scenom Harrego Pottera? Teraz pozostało to tylko legendą i wspomnieniem, ponieważ to miejsce jest nową siedzibą katujemy. Na czele tego wielkiego gmachu zasiada potężny i przebiegły Lucyfer oblegany nie tylko przez seksowne kobiety, lecz także potężnych gejów, do których miał szczególną słabość.
-Tabalugo? Tabaluga? -nawoływał olbrzymi władca, od którego aż biło złością i piekielnym charakterem. -Wrrrr! Gdzie znowu ten jednoręki?! -Wrzeszczał jeszcze głośniej, tym razem rozwścieczony, że nie pojawił się na jego zawołanie.
-Tak Lucyferku? Już jestem! -Powiedział potulnie kombatant wojenny – dosłownie wojenny, ponieważ swoją rękę stracił podczas bitwy o Alnwick.
-No! W końcu jesteś. Znowu robiłeś loda Arktosowi? Mówiłem Ci, żebyś dał sobie spokój z nim… On i tak woli mój ognisty charakter i nigdy Cię nie pokocha -Parsknął zawsze pewny siebie Diabeł.
-Ale panie! Arktosowi, loda robi tylko Jakub! Ja nie mam z tym nic wspólnego. -Rzekł oburzony Tabaluga.
-Tak tak. Nie tłumacz się. I tak wiem, że lecisz na niego i jego mroźny charakter. -Stwierdził Lucyfer.
-Po co mnie wezwałeś? -Odpuścił i zaczął dopytywać jednoręki.
-Ach tak. Urządzamy dziś przyjęcie powitalne dla Bestii z Wadowic. Musimy się przygotować i uraczyć ją najlepszą ucztą. -rzekł uradowany Diabeł.
-Przecież Bestia z Wadowic to nasz wróg.
-I właśnie dlatego urządzimy dla niego przyjęcie! -Rzekł uradowany Lucyfer -Czakałaka jest w winiarni. Pomoże Ci.
-Tak panie! -Odparł posłusznie i w tym samym momencie odleciał szukać swojego niezbyt lubianego współpracownika Czakałaka. Gdy doleciał do winiarni, nie mógł uwierzyć własnym oczom w to, co właśnie zobaczył. To był przerażający widok, nawet jak na kombatanta wojennego. Jego oczom ukazał się widok gorszy niż ze scen wojennych. Dziesiątki rannych krzyczący wniebogłosy, pełno krwi, a w centrum tego wszystkiego Bezzębny Kanibal.
-O nie! Znowu to zrobił. -Pomyślał głośno Tabaluga i podleciał bliżej, aby sprawdzić, czy sam jest w stanie cokolwiek zdziałać.
-Kanibal! Coś Ty narobił?! Lucyfer Cię zabije! Przestań natychmiast! – Po tych słowach, aby nie skrzywdzić za bardzo swojego kompana, zionął ogniem w stronę jego ogromnych stóp.
-Ałaaaaa! Zarz i Cebe dopadne! -Warknął oburzony, sepleniący Kanibal. W tym samym czasie przerwał swoją ucztę fetyszysty. Niestety Kanibal miał słabość do stóp ludzkich, do tego stopnia, że odgryzał paluchy. W przeszłości po tym incydencie został pozbawiony zębów, jednak jak się okazało bezskutecznie.
-Hah! Mnie? To spróbuj mnie złapać! -I wtedy zdesperowany Tabaluga poleciał ile sił w skrzydłach do swojego pana, bowiem wiedział, że tylko on będzie w stanie mu pomóc. Niestety po przybyciu na miejsce, trafił na najmniej dogodny moment, ponieważ Diabeł był zajęty czymś innym. Potężny gej właśnie prezentował swoje dorodne przyrodzenie i opowiadał swojemu panu, w jaki sposób dbać o nie, jakich środków używać oraz co robić, aby stał na zawołanie. Lucyfer pochłonięty tą niezmiernie ważną rozmową nawet nie zauważył, jak do jego komnaty wleciał przerażony jednoręki smok:
-Panie, panie! Tragedia!
-Nie widzisz, że mamy ważniejsze zajęcie? Nie na co dzień można obserwować tak zacny gnat, jakim operuje nasz gej. Przyleć za 30 minut. -Parsknął lekceważąco Diabeł.
-Bezzębny kanibal znów to zrobił!
-Doprawdy? Fascynujące. Ja też co rano sypiam z inną kobietą. -Wciąż obojętnie odpowiadał władca.
-On znowu odgryza paluchy! Są dziesiątki pokrzywdzonych. Trzeba go zatrzymać! -Próbował przykuć uwagę wciąż niezauważalny Jednoręki Tabaluga.
-Poteżny Geju. Musisz przeprosić swojego penisa i powiedzieć mu, że umówimy się na inny termin. Mam coś do załatwienia. -Rzekł grzecznie, do swojego przyjaciela i w mgnieniu oka rozpostarł swoje skrzydła i wyleciał z komnaty.
Biedny Tabaluga ledwo nadążając, poleciał za swoim panem. W międzyczasie jednak odnalazł Czakałake i poleciał go ostrzec:
-Czakson! Czaku! Czakałaka!
-Co się tak drzesz? Przecież słyszę -Powiedział niewzruszony.
-Kanibal znowu dobiera się do paluchów. Uciekaj do komnaty tajemnic. Tam czeka potężny gej. Nie możesz zostać teraz sam! -Polecił przerażony smok.
-Oszalałeś? Widziałeś jego sprzęt? Bałbym się przebywać z nim 5 minut, a co dopiero dłuższą chwilę. Wolę już stracić palucha, niż mieć jego penisa w jelitach. Nigdy nie wiadomo co temu czubkowi strzeli do głowy.
-Dobra… Jak chcesz, ale żeby nie było, że przeze mnie straciłeś paluchy. W takim razie idź na wielką salę i zacznij szykować ucztę. Wieczorem ma przybyć Bestia z Wadowic i szef kazał dogodnie ją ugościć.
-To żart? Chce jeszcze karmić naszego wroga? -Zapytał niedowierzający Czakałaka.
-Niestety nie. Lepiej się pośpiesz, bo Lucyfer nie jest dziś w humorze. -Rzekł Tabaluga.
-Ehh niech będzie. -Mruczał pod nosem niezadowolony z bezsensownych rozkazów.
W tym samym czasie w winiarni toczyła się bitwa pomiędzy Lucyferem a Bezzębnym Kanibalem. Był on praktycznie bezbronny, ponieważ nie miał zębów, a te, które miał zostały mu dawno temu usunięte w celach bezpieczeństwa. Lucyfer wciąż się zastanawiał, w jaki sposób zatem pozbawiał paluchów ich wiernych. Okazało się, że Kanibal, nie jest wcale takim głupcem, jakby mogło się wydawać. Użył bowiem sekatora, którego sam skonstruował. Nie wchodząc w bezsensowną dyskusję, zabrał go do lochu, aby przemyślał po prostu swoje zachowanie i zostanie tam tak długo, aż nie będzie stanowił zagrożenia. Stracił jednak wiele czasu na pomaganiu swoim oddanym. Niestety wszyscy chcieli okaleczyć w znacznie brutalniejszy sposób Kanibala, za to, co im zrobił.
Nagle ni stąd, ni z owąd pojawił się Brek:
-Ejj widzisz mnie? Widzisz mnie? -Niestety był w stanie wskazującym, a Lucyfer po prostu go zignorował.
-Ejj widzisz mnie? Widzisz mnie? -Ponaglał Brek, czując, że nikt mu nie odpowiada.
Była już godzina 16, a słońce wciąż nie dawało o sobie zapomnieć. Szef przez chwilę zastanowił się tylko, dlaczego on jeszcze nie jest na tyle pijany:
-O tak! Chodź przyjacielu. Pójdziemy się zabawić i dokończyć zabawę. -Zaproponował, obejmując pijanego, żyjącego imprezami kumpla.
-Ejj, ale widzisz mnie? No widzisz mnie? -Zapytał po raz 3, wciąż nie uzyskując odpowiedzi.
-Tak widzę Cię i widzę, że zbyt dobrze się beze mnie bawisz. -Odparł w końcu.
-Hehe! To dobrze. -Uśmiechnął się serdecznie, pozbawiony kilku zębów Brek.
Chwilę później dotarli do wielkiej komnaty, w której miała odbyć się lada chwila huczna impreza, z okazji przybycia Bestii z Wadowic. Pierwsze co było czuć po wejściu do komnaty, to okropny smród. Było go czuć tuż od wejścia, a jego zapach unosił się w całym pomieszczeniu.
-Czy coś tu zdechło? -Zapytał, ledwo wytrzymując Diabeł.
Wtedy spod stołu wyłoniła się Rozpuszczalna Odbytnica, śpiewając przy tym „kędzior w dupie zaplątany, w dupie kołtun jest nie mały!”. Widząc Odbytnice, już wiedział co tu się wydarzyło. Niestety miał on rzadką chorobę, która wyzwalała najbardziej przeraźliwie śmierdzące bąki, jakie tylko istnieją i przypominają rozpuszczone gówno prosto z odbytnicy.
-Kto go tu wpuścił? Czakałaka?! Gdzie Tabaluga? Znowu robi loda Arktosowi? Zabierz stąd natychmiast tego śmierdziela i niech więcej się tu nie pokazuje. -Rzekł oburzony Lucyfer.
-Co się czepiasz? To nie jego wina, że wali takie śmierdzące gówna. -Odparł, broniąc kolegi.
-Już lepiej byłoby, gdyby po prostu jadł swoje odchody. Za 30 minut ma tu pachnieć mokrymi samicami. Niech Bestia wie, że siedziba katujemy ma najlepsze sztuki w całym kraju. -Mówił potężny Diabeł.
Czakałaka zabrał się więc do roboty i zgodnie z poleceniem wezwał wszystkie kobiety z królestwa.
-Słuchajcie, musicie zmyć zapach tego gówna i wyzwolić swoje zapachy. Nie wiem jak to zrobicie. Może natrzyjcie stół swoimi… no wiecie…pusiami.
Dziewczyny spojrzały dziwacznie na Czakałake i jedna z nich zapytała:
-Że niby mamy natrzeć meble swoimi waginami?
-Tak! Owszem! Cieszę się, że mnie zrozumiałyście. Tylko się postarajcie, bo szef będzie wściekły.
30 minut później w wielkiej komnacie nie było mowy o zapachu gówna i o żadnym smrodzie. Wtem przybyła wielka Bestia z Wadowic. Lucyfer uradowany uśmiechał się już szyderczo, wiedząc, że wróg jego wroga jest jego przyjacielem i musi go tylko przekonać, aby przyłączył się do wielkiej wojny.
-Witam serdecznie Bestio, w naszych skromnych progach katujemy. Zechcesz zasiąść w naszej wielkiej sali i zjeść z nami ucztę przygotowaną specjalnie dla Ciebie? -Mówił dostojnie i uroczyście władca.
-Lucyfer. Wiesz, że Cię nienawidzę i gdyby nie wielka wojna, już dawno straciłbyś głowę. Niestety przyleciałem aż z Polski i nieco zgłodniałem. Prowadź więc zatem. -Odrzekła równie dostojnie Bestia, której usposobienie, było porównywanie potężne do Lucyfera.
Droga do wielkiej sali prowadziła przez wiele korytarzy. Nagle z ciemności jednego z korytarzy z wyłonił się Brek:
-Ej. Widzisz mnie? Widzisz mnie?
Bestia przerażona nagłym pojawieniem się nieznajomego nic nie odpowiedziała i podążała dalej za Lucyferem. Potężne drzwi otworzyły się na oścież, witając tym samym gościa honorowego. Pierwsze co było czuć po wejściu do sali to obiecany zapach mokrych samic.
Lucyfer zaciągnął się tym zapachem i rzekł do swojego przeciwnika:
-Mmm czujesz? One już czekają napalone i gotowe.
Zdziwiona i zmieszana tym zapachem Bestia rzekła szyderczo:
-Heh, jeszcze brakuje tylko zapachu niemytych fiutów.
Lucyfera to rozgniewało, ponieważ jego piękne kobiety musiały się napracować, aby osiągnąć taki efekt. Z racji tego, iż brakuje mu fiutów, a Diabeł nie traktuje takich słów pobłażliwie, zawołał swojego przyjaciela:
-Potężny! Chodź. przedstawimy Cię naszej Bestii. Wiesz co robić.
Wtedy w mgnieniu oka Potężny Gej opuścił swoje spodnie i rzekł do swojego przyrodzenia:
-Baczność!
Błyskawicznie posłuchał i stał się sztywny. Bestia z Wadowic nie mogła uwierzyć w takie zjawiska i zafascynowana zaczęła dopytywać o więcej szczegółów.
Po długiej i męczącej uczcie, na której Diabeł osiągnął swój cel, czyli sojusznika w wielkiej bitwie, zaprosił go ponownie. Bestia zafascynowana klimatem, jaki tutaj panuje obiecała, że na pewno pojawi się tutaj jeszcze nie jeden raz, a być może staną się jedną wielką armią aż na wieki.

KONIEC.

 

66l.png.df8040c34dac8babb293d714d0fe6599.png

 

Jeżeli chcesz przyłączyć się do serii opowiadań, zapraszam do brania udziału w tematach zgłoszeniowych.

 

  • Lubię to! 1
  • Haha 4
  • Uwielbiam 6
  • Donator
Opublikowano

Piękna Historia tylko pytanie co się stało z Brek ? i czy w końcu ktoś inny go zauważy niż  Lucyfer :pepelove:

  • Lubię to! 1
  • Legenda
Opublikowano

Hahaha, Monia masz mistrza nie. 😂 Twoje historyjki są miejscami creepy. Ale się czyta zajebiscie. Pozdrawiam z małżonką. 😂

  • Lubię to! 1
  • 3 tygodnie później...
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.