Skocz do zawartości
[GIVEAWAY] Nóż survivalowy | Doppler ×
[GIVEAWAY] Bowie Knife | Gamma Doppler ×

Rekomendowane odpowiedzi

  • Legenda
Opublikowano

WYznPAS.png

o @ czak

 

DETEKTYW CZAK I CZEKOLADOWA SPRAWA

 

UWAGA: Opowiadanie powstało w celach humorystycznych i nie ma na celu nikogo urazić

@ czak znany również jako Patryk

strzelba-i-pistolet-ruchomy-obrazek-0006.gif

 

Zimowy chłodny wieczór. Coraz szybciej robiło się ciemno, a księżyc nie sprzyjał podczas ciemnych, czarnych i przerażających nocy.
Patryk dzisiejszego dnia zajmował się sprawą, która przyczyniła się do tego, że musiał zostać po godzinach. Był już bardzo blisko rozwikłania jej, jednak sądy, praworządność i papierologa pociągały za sobą fakt, że wszystko znacznie przeciągało się w czasie. Był on swego rodzaju ciamajdą i wykładał się na podstawowych rzeczach, które sprawiały, że życie codziennie nie było dla niego wcale takie łatwe. Jednak, gdy przychodziła nowa sprawa, stawał się największym bystrzakiem, jakiego ich wydział detektywistyczny miał.
Zbliżała się godzina 22, gdy nagle jego skupienie przerwał głośny dzwonek telefonu:
-Halo?! -warknął niezadowolony i poirytowany, że ktokolwiek przerywa mu jego końcówkę roboty.
-Kochanie? Gdzie jesteś? Właśnie kładę się do łóżka… a wiesz, co mam na sobie? Mmm... Twoje ulubione kabaretki i… -mruczała, nie mogąc się doczekać, kochająca żona @ czak `a.
-Wybacz skarbie, ale nie przekonasz mnie swoim seksownym ubiorem. Mam dosłownie ostatnie 15 minut roboty i wracam -przerwał, by nie wzbudzać niepotrzebnych emocji i skończyć to, co miał zaplanowane.
-Jak to? Znowu? Kochanie, ale ja tutaj czekam taka… -mruczała dalej rozpalona kobieta.
-Skarbie. 15 minut i jestem, muszę kończyć, bo też chcę wrócić jak najszybciej. -przerwał stanowczo, nie dając się wdawać w niepotrzebną gadkę i się rozłączył.
Zrobił, co musiał, niestety nieco oschle, jednak wiedział, że to było najlepsze rozwiązanie na ten moment. Nie wyrobił się czasowo. 30 minut później w końcu mógł uporządkować miejsce swojej pracy, ubrać się i po prostu wrócić do domu.
Mieli z żoną spory kredyt, a nie wszystko układało się według ich myśli. Nie miał samochodu, a do domu miał niespełna 20 minut piechotą. Zawsze wracał przez park. Nie lubił tamtędy chodzić, bo poniekąd to słabo oświetlone miejsce go przerażało. Nagle potknął się o coś, jednak w ostatnim momencie zdążył podeprzeć się rękami, by nie uderzyć twarzą w kostkę. Gdy wstał i przyjrzał się lepiej, nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Postanowił oświetlić to miejsce telefonem i gdy tylko się upewnił, że to to, co myśli, bezzwłocznie zadzwonił pod numer 999:
-Halo? Pogotowie? Na ul.Cichej w parku znalazłem człowieka, nie oddycha, nie rusza się, nie reaguje na wołanie… On… Chyba nie żyje -mówił lekko roztrzęsiony Patryk, który mimo krótkiego stażu pracy po raz pierwszy znalazł trupa i to całkowicie przypadkiem.
-Wysyłam zespół ratunkowy na miejsce. Zaraz na miejscu powinna zjawić się karetka, proszę pozostać na linii do momentu przyjazdu. Proszę upewnić się, że ten człowiek nie żyje, czy tylko nie oddycha. Prawdopodobnie doszło do zabójstwa, więc nasza pomoc w tym momencie się kończy. -powiedziała dyżurna dyspozytorka na linii.
15 minut później na miejscu zjawiła się policja oraz pogotowie. Okazało się, że to faktycznie trup, dlatego pogotowie było bezużyteczne. Niedługo później na miejscu zjawił się również prokurator wraz z całą ekipą z wydziału zabójstw. Zebrali wszystkie cenne dowody oraz przesłuchali Patryka:
-A więc to Ty go znalazłeś? Zapytał rosły znajomy, którego czak bardzo dobrze znał.

-Tak. Początkowo spanikowałem, ponieważ pomimo pracy jako detektyw, nie miałem jeszcze styczności z trupami, tak... bezpośrednio. Zazwyczaj zajmowałem się całą resztą. -powiedział już spokojny i opanowany @ czak .
-To bardzo dobrze się składa, bo już wiesz, do kogo trafi ta sprawa. -rzucił bez namysłu policjant.
-Słucham? Ja nie zajmuje się zabójstwami. Jestem zwykłym detektywem, który rozwiązuje błahe problemy, a nie zabójstwa. Nawet się na tym nie znam. To nie moja fucha. -burknął niezbyt zadowolony.
-Patryk. Kto ma sobie z tym poradzić jak nie Ty? Ty byłeś tutaj na miejscu, możesz bez problemu określić sytuację, zdarzenie i zebrać wszystkie szczegóły. Powiem tak – jesteś tak dobry, że jestem w stanie zaryzykować. Jeżeli rozwiążesz to zabójstwo, dostaniesz ode mnie fuchę, ale u nas, jako kryminalny. Wiesz, o ile więcej będziesz zarabiał? Chyba macie problemy finansowe z Mariką? Nie przyda Wam się ta kasa? Jesteś do tego urodzony, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Bierz tę sprawę i nawet się nie zastanawiaj -namawiał szybko i na temat równy sobie znajomy policjant.
-No dobra. Jeżeli taki układ proponujesz, to wchodzę w to, ale pod jednym warunkiem -oznajmił twardo @ czak .
-Jakim? -zapytał, przewracając oczami mundurowy.
-Dajesz mi do pomocy przynajmniej jednego człowieka, cały sprzęt niezbędny przy oględzinach i jesteś na każdy telefon, gdybym miał pytania.
-Ehh, no niech Ci będzie. -rzekł, wyciągając rękę na zgodę.
Patryk uścisnął dłoń dobrze zbudowanego znajomego. Chwilę później zabrał się do pracy, chociaż nie za bardzo wiedział, od czego zacząć. Największą ciekawostkę stanowiły usta ofiary. Wyglądały, jakby były pobrudzone czekoladą, jednak istniało wiele przyczyn koloru jego ust. Oczywiście wszystkiego można dowiedzieć się po odpowiednich ekspertyzach.
2 godziny później zabrali ciało do kostnicy, na sekcję zwłok. W odpowiednim odstępie czasu i po szczegółowych oględzinach mieli już podstawowe informacje:
-Mężczyzna, lat 43/44, 98 kilo wagi, 170 cm wzrostu. Zginął około godziny 22:10. Śmierć poprzez uduszenie przedmiotem, pozostawiającym niewielkie ślady otarć na skórze. Mogła to być np. elastyczna linka. Widoczne ślady samoobrony. W żołądku widoczna spora ilość masy czekoladowej wskazująca na spożywanie jej tuż przed śmiercią. Znikome ilości tej samej substancji na ustach wskazują, że jest to specyfik zbliżony do nutelli. Możliwe, że został zaskoczony, napadnięty, a nawet okradziony -zeznawał patolog w kostnicy.
Patryk, mając kilka podstawowych informacji i nie czekając na pozostałe szczegóły, od razu ruszył do działania. W pierwszej kolejności udał się do rodziny poszkodowanego. Mieszkał w dobrej dzielnicy, możliwe, że chodziło tutaj właśnie o pieniądze. Zadzwonił do drzwi i ujrzał piękną kobietę:
-Dzień dobry. Detektyw Patryk Czakowski. Pani Marta?
Smutna kobieta zdążyła tylko odpowiedzieć ciche „-tak”.
-Mam kilka pytań dotyczących pani męża. Możemy porozmawiać w środku? -zaproponował.
-Tak, proszę. -powiedziała cała zapłakana, wiedząc, że nie będzie to łatwa rozmowa.

30 minut później czak zebrał potrzebne wskazówki. Dowiedział się, że ofiara była chemikiem w dobrze prosperującej firmie na rynku, która produkowała słodycze. Jak się okazało, pracowali teraz nad nowym smakiem, który miał zrobić furorę na rynku. Nie miał on zbyt wielu wrogów, ale żona wspomniała o tym, że od jakiegoś czasu dostawał dziwne telefony, świadczące o tym, że być może był prześladowany i obserwowany.
Kolejnym krokiem w śledztwie była podróż do jego współpracowników. Wyruszył więc pod firmę, którą wskazała mu piękna współmałżonka ofiary. Niedługo potem dotarł do samego szefa, jednak było to bardzo dobrze strzeżone miejsce. W końcu produkowali słodycze na skalę światową.
-Witam, Patryk Czakowski. Zajmuje się sprawą zabójstwa pana pracownika. Proszę mi powiedzieć, gdzie pan był wczoraj między godziną 22:00, a 23:00? -zapytał, podając tym samym dłoń.
Szef, witając się z detektywem, od razu przeszedł do rzeczy:
-Wie pan… powiem szczerze. Nie jestem grzecznym chłopcem i nie jestem wierny żonie od dłuższego czasu. Jest pan zobowiązany tajemnicą służbową i tylko pan będzie wiedział o tym. Byłem po prostu w burdelu. Mogą to potwierdzić kobiety, z którymi wtedy byłem. -rzekł beznamiętnie.
-Rozumiem. Tak, oczywiście obowiązuje mnie tajemnica służbowa i sprawdzimy pana alibi. Co może powiedzieć pan o pańskim pracowniku?
-Oj, Staszek to był równy gość i jego śmierć nie wpłynie dobrze na naszą firmę. Był jednym z najlepszych chemików, dlatego też to właśnie z nim pracowaliśmy nad specjałem, który miał zrobić furorę w mieście. Nie chcę być złym wróżbitą, ale ktoś z konkurencji mógł go załatwić, chcąc wyłudzić ten tajny przepis, bo w końcu tylko on go znał. -ciągnął szefu.
-Tak? A pan? Szef firmy musiał znać ten tajny przepis, a jego jakoś nie zabili. Może jednak jest pan zamieszany w to zabójstwo? -narzucał od razu.
-Proszę pana. Jestem jedną z największych fuch w tym mieście. Każdy mnie tutaj zna i wie, że tylko ja mam tak dobrą obronę. Jeżeli ktoś chciałby wyłudzić takie rzeczy, w pierwszej kolejności narażałby swoje życie zabijając mnie, czy też zwykłego człowieka, który niczym się nie wyróżnia?
-Nie znaczy to, że mógł pan uknuć dużo podlejszy plan, jak np. zabicie tego bogu ducha winnego mężczyzny. -rzucił pewnie jak zawsze @ czak
-No mogłem… ale po co? Z resztą... tu jesteś detektywem. Nie ja. Poza tym odpowiedziałem już na wszystkie pytania, więc żegnam pana, bo mam sporo roboty. -odpowiedział jakby z nutą niepewności szef wielkiej firmy.
Na tym zakończyła się wizyta Patryka u głowy zakładu pracy. Przesłuchał jeszcze kilku pracowników, a następnie postanowił poczekać pod przedsiębiorstwem na właściciela i go śledzić, ponieważ coś się tutaj nie zgadzało. Poświęcił 5 godzin, zanim przebiegły szef opuścił swoją firmę. Trzymając odpowiedni dystans, ruszył za nim, tak, aby go nie zauważył. W końcu dojechał do dziwnie wyglądającego miejsca, które było niezbyt zaludnione. Były to okolice portu, wcześniej mu nieznane. Właściciel zatrzymał pojazd, wysiadł z samochodu i wyszedł na przywitanie z innym dobrze ubranym facetem. Patryk, wykorzystując okazję, również wysiadł z samochodu nasłuchiwał, o czym rozmawiają:
-Cześć. I jak? Załatwione? Bo chyba słabo posprzątałeś i już gliny siedzą mi na ogonie? -zapytał właściciel drugiego mężczyzny.
-Tak, ale nie poszło wszystko według planu. Zanim oddał słoik z tajemniczą recepturą, zdążył ją zjeść i w efekcie zostało tak mało, że nie wiem, czy szefowi to wystarczy. -odparł niezbyt zadowolony z siebie gangster.

-Słucham? Pokazuj to natychmiast! -warknął rozwścieczony szef.
W tym samym momencie Patryk uświadomił sobie, że chodzi tu o zabójstwo pana Millera. Wykorzystując fakt nieuwagi gangstera, nie czekając ani chwili dłużej @ czak zatelefonował po wsparcie oraz natychmiast wkroczył do akcji. Szefa firmy uderzył w głowę, automatycznie ogłuszając, a do gangstera wymierzył pistolet:
-Stać! Gleba! Już gleba! -mówił zdecydowanie i groźnie. Detektyw Patryk Czakowski. Zostaje pan zatrzymany pod zarzutem zabójstwa pana Adama Millera. Ma pan prawo do składania wyjaśnień oraz adwokata. -oznajmił zakładając przy tym samym kajdanki.
10 minut później na miejscu pojawiła się reszta ekipy. Obaj podejrzani zostali natychmiast przetransportowani na komendę policji. Wraz z resztą brygady policji, pojawił się jego znajomy:
-No. Widzę, że szybko Ci poszło. Muszę przyznać, że dużo szybciej, niż zakładałem. Mówiłem, że sobie poradzisz?! -gadał mobilizująco -Jak chcesz, to potrafisz pokazać, na co Cię stać. Wedle umowy, witamy w policji. Od teraz zacznie się prawdziwa robota, a nie jakieś pierdoły -podsumował, wyciągając dłoń na znak przyjęcia w szeregach.
-Dzięki. Wiesz, po prostu trafił mi się prostak, który nie był profesjonalistą i dla kasy zabił swojego współpracownika. -rzekł wciąż pewny siebie i dumny z rozwiązania sprawy Patryk.
-Cieszę się, że udało Ci się rozwiązać śledztwo. To powiedz, jak to było.
-Szef firmy sporządzał wraz z Panem Millerem tajemniczą recepturę kolejnego słodkiego wynalazku. Jak się okazało, Pan Miller, był bardziej przebiegły, niż się dyrektorowi wydawało i sporządził te proporcje w ulepszonym składzie za jego plecami. Właścicielowi powiedział, że gorsza wersja jest tą ostateczną. Docelowym planem była kradzież tajnego przepisu i sprzedanie go za sporą gotówkę. Niestety posiadał on w składzie śladowe ilości narkotyków, które powodowały, że po pierwszej degustacji człowiek nie mógł przestać o niej myśleć. Stąd tuż przed zaplanowanym zabójstwem, o którym oczywiście nie miał pojęcia, postanowił zjeść kolejną porcję słodkości. Jak się okazało, morderstwo zlecił szef, kiedy dowiedział się, że nasz pan Miller zrobił go po prostu w chuja i uciekł z lepszą wersją towaru. -opowiedział w skrócie czak'u.
-Szkoda, że to kolejna z tych historii, w których pieniądze są ważniejsze, niż ludzkie życie. Koniec końców może i dobrze, że tak się to skończyło, bo gdyby taki produkt trafił na rynek, nie chciałbym wiedzieć, co ludzie robiliby dla tego przysmaku. -podsumował koleżka gliniarz.
W taki właśnie sposób kolejne śledztwo detektywa @ czak `a dobiegło końca, z pozytywnym dla niego finałem. Od dziś, nie był on już tylko detektywem, a śledczym kryminalnym.

 

y7l3sVFB6J2xzTM_jd2EEdLx-S6Dm2IiEE0yCq2-

 

KONIEC.

Dziękuję za dotrwanie do końca. Jeżeli chcesz, aby kolejne opowiadanie lub wierszyk pojawiły się właśnie z Tobą, zostaw komentarz z dopiskiem "chcę opowiadanie" lub "chcę wierszyk". :ks:

W kolejce do opowiadania:

@ Nikodem

@ Japoniec.

@ Łasica

@ logout

 

  • Lubię to! 2
  • Uwielbiam 4
  • 2 tygodnie później...
  • Legenda
Opublikowano

Co śmiechłem, to moje :D 

Kiedy piszesz książkę? Masz tak lekką rękę, do pisania takich historii, że nawet coś o wiele długiego dałoby się czytać. :)

 

  • Lubię to! 1
  • Dzięki 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.