Jump to content
Asuna

[2] Wstęp - kontynuacja

Recommended Posts

  • Deserved

Kontynuacja mojego bazgrania. Aby przeczytać wcześniejszy fragment, zainteresowanych zapraszam tu -> Klik

 

***

 

              Próbowałam się uspokoić. Brałam głęboki wdech, zatrzymywałam powietrze na chwilę, liczyłam do trzech i powoli je wypuszczałam jak najciszej, aby nikt mnie nie usłyszał. Odczekałam chwilę, która wydawała się, jakby trwała wieczność. Przez ten krótki moment była cisza. Strach mnie nie opuszczał ani na chwilę. Zakryłam uszy i zacisnęłam oczy. Chciałam choć na chwilę odciąć się od tego, co właśnie się wydarzyło. Nagle jednak straciłam nad sobą kontrolę. Jedyne czym mogłam kierować to oczy, a dzięki nim kontrolowałam całe otoczenie. Opuściłam ręce i wstałam. Nie z własnej woli, coś mną kierowało i nie mogłam tego odtrącić.

 

              Wyszłam zza drzewa i stanęłam na środku ścieżki. Dosłownie kilka metrów przede mną czarna bezkształtna chmura, która wcześniej mnie minęła, teraz przemieniła się w postać przypominającą człowieka, okrytego szatą tego samego koloru co mgła. Nie widać było twarzy, gdyż na głowie miał kaptur. Miałam wrażenie, że zaraz po prostu padnę na ziemię i stracę przytomność. Strach mnie przezwyciężył. Gdybym miała nad sobą kontrolę prawdopodobnie próbowałabym uciec, lecz nie mogłam. Stałam jak wryta. Postać stała nad mężczyzną, który w kolano miał wbity sztylet i patrzyła na niego z góry. Cicho łkał i mamrotał tak, że ciężko było zrozumieć jakiekolwiek słowa. Całe jego ciało drżało a rękoma próbował przycisnąć nogę tak, aby załagodzić ból. Odwróciłam wzrok - to jedyne co mogłam zrobić w tej sytuacji. Wyobrażałam sobie jego cierpienie, ale nie chciałam na nie patrzeć. Nagle poczułam jak idę. Wbrew własnej woli. Kroczyłam powoli do przodu. Jęki stawały się głośniejsze, więc spojrzałam przed siebie. Chciałam wiedzieć w jakiej odległości się znajduję. Coś, co miało nade mną kontrolę, nagle mnie zatrzymało. Stałam dosłownie 5 kroków dalej. Mój oddech stał się głośny, a serce myślałam, że niedługo wyskoczy mi z piersi.

 

            Postać uniosła głowę w moją stronę, a ja byłam gotowa na zamknięcie oczu jeśli miałabym ujrzeć coś strasznego. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Nic nie zobaczyłam, bo cień padał tak, że twarz wciąż nie była widoczna, a mimo wszystko czułam przeszywający wzrok tego czegoś na sobie. Staliśmy nieruchomo tak kilka sekund, jednak chwila ta zdawała się trwać wieczność. Na moment także ucichł ranny mężczyzna. W jednej chwili i ja, i postać kucnęliśmy, jednak ja tylko odtwarzałam ruchy jak w odbiciu lustrzanym. Wyciągnęłam rękę przed siebie i zacisnęłam dłoń jakbym coś chwyciła mimo, że wciąż była pusta. Zerknęłam na postać - robiła dosłownie to samo, tylko, że ona sięgnęła swoją dłonią okrytą w czarne, skórzane rękawice, po nóż wbity w kolano mężczyzny. Wyciągnęła pewnie. Moja ręka powtórzyła ruch. Przerażenie, które mną owładnęło, było nie do opisania. Nigdy wcześniej nie czułam takiej mieszanki emocji, jednocześnie byłam wściekła, zrozpaczona i bezsilna. Chciałam zrobić coś… Cokolwiek, żeby pomóc temu chłopakowi. Jego ból był moim mimo, że nogę miałam zdrową. Zdawałam się odczuwać to, co on. Potrzebowałam przezwyciężyć swój strach i zebrać w sobie siły. Bo w końcu co mógł mi zrobić? Zabić mnie? Czy nie tego chciałam pół roku temu? Chciałam spokoju wewnętrznego, chciałam uciszyć głosy w głowie, potrzebowałam skrócić swoje cierpienie. A teraz? Teraz się tego boję? Co się zmieniło w trakcie tego wieczoru? 

 

           Wyjął nóż, a mężczyzna głośno zawył. Chwycił energicznie za nogę nad stawem i ściskał tak mocno, aby odciążyć receptory bólowe z miejsca zranionego i spróbować zatamować krwawienie. Patrzyłam z lękiem na niego i na chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Jego wzrok wyrażał wszystko. Oczy przepełnione łzami oraz cierpieniem błagały o pomoc. Przez całe moje życie nie miałam okazji zobaczyć takiego widoku i nikomu tego nie życzę. Gorsza jest świadomość istnienia, obecności mojej w tym miejscu, rejestrowania wszystkiego, ale brak możliwości niesienia pomocy. Tak bardzo chciałam mu pomóc. Chciałam żeby żył, żeby nie czuł tego bólu. Na pewno nie zasłużył na to. A najbardziej dziwił mnie fakt jego obecności tu. 

 

           Wstałam. Uniosłam dłoń. Przez chwilę zapomniałam, że nie mam nad sobą kontroli. Pojawiły się głosy w głowie. W najmniej oczekiwanym momencie. Nie mogłam ich odpędzić, zagłuszały mi całe otoczenie. Głosy zaczęły odbijać się echem, dudniły mi tak okropnie, że rozbolała mnie głowa. Miałam ochotę krzyknąć, zapominając o całej sytuacji, ale z gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Spojrzałam na rękę uniesioną w górze, a potem na postać i mężczyznę. 

      - P-p-pomóż mi, proszę… - powiedział do mnie.

         Oczy mi się załzawiły, otworzyłam buzię, lecz znów żadne słowa nie wyszły z moich ust.     

 

hrhr.png.6d1719d7cdba286f6a95540f8cd62fbc.png

  • I love it 9
Link to comment
Share on other sites

  • Investor

Świetna praca łapiąca za serducho, pierwsza jak i druga część. Dobra robota i z niecierpliwością czekam na więcej :HYPERS:

  • I love it 1
Link to comment
Share on other sites

  • Asuna locked this topic
Guest
This topic is now closed to further replies.
  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.