Skocz do zawartości
[GIVEAWAY] Nóż survivalowy | Doppler ×
[GIVEAWAY] Bowie Knife | Gamma Doppler ×

Rekomendowane odpowiedzi

  • Zasłużony
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.
Opublikowano

:shock: ┌──────── Smętarz dla zwierzaków ────────┐ :shock:

 

Od dawna uwielbiam książki Kinga. Zawsze mnie fascynowały powieści pełne opisów o mniejszej ilości dialogów, których zadaniem było nieść odpowiednie przesłanie, wprowadzić czytelnika w historię tak, aby utożsamiał się z głównym bohaterem, aby się bał tak bardzo, że w nocy jego wyobraźnia uniemożliwiała wyjście z pokoju. Szkoda tylko, że było w nich mało zabawnych wstawek, które tak uwielbiam. No ale w końcu nie można tego oczekiwać od mistrza, którego marzeniem raczej nie jest tworzenie parodii pokroju Straszny Film.

 

Jednakże dzisiaj odrobinę inaczej, bo o filmie, nie o książce mam zamiar napisać.

 

Mówi się, że w dzisiejszych czasach ciężko o dobry horror. Jest to spowodowane głównie tym, że większość z nich oparta jest na tzw. jump scare’ach, a przecież ludzi można straszyć na różne sposoby, zapewniając odpowiednie tło, mroczny klimat, utrzymując napięcie. Te cechy zauważyłam, oglądając zwiastun „Smętarza dla zwierzaków” w reż. Kevina Kolscha i Dennisa Widmyer’a. Jako że miał to być film na podstawie powieści mistrza horrorów, postanowiłam, że wybiorę się na tę produkcję do kina. Rzadko mi się to zdarza ze względu na bycie biednym słoikiem, czyt. Studentem.

 

Do ekranizacji zawsze staram się podchodzić z dystansem. Nie od dzisiaj wiadomo, że rzadko film odzwierciedla książkę 1:1, a wydaję mi się, że nadzwyczaj ciężko przedstawić na wielkim ekranie powieść Kinga, który opiera strach na psychologii. I tu spotkał mnie pierwszy zawód podczas oglądania.

Szczególną uwagę zwróciłabym na tło filmu, barwy oraz klimat, bo jestem zdania, że te elementy odgrywają niebywale ważną rolę w narzuceniu odczuć widzowi. Im mroczniejszy jest motyw, tym bardziej wzbudza to w nas pewnego rodzaju niepokój i od razu inaczej odbieramy taką produkcję. W Smętarzu dla zwierząt było to poprzeplatane. Raz ma się wrażenie, że ogląda się przyjemny, przygodowy, może nieco nudnawy film typu Avatar (chociaż graficznie nieporównywalna różnica), a raz sztukę grozy i budowania napięcia.

 

Na samym początku mamy okazję poznać szczęśliwą rodzinkę, która zdecydowała, że przeprowadzą się do domu jednorodzinnego w małym miasteczku, aby spędzać więcej czasu z dwójką dzieci oraz spowolnić rytm życia narzucony w większych miastach. Louis Creed nabył ogromną posiadłość, która obejmowała miejsce zwane Smętarzem dla zwierząt, stworzonym przez dzieci. Od wieków chowały tam swoje zmarłe pupile, co było poprzedzone odpowiednią procesją. Większą uwagę przyciąga jednak tajemnicze miejsce za granicami owego cmentarza, które również należało do Creedów.

 

Rodzina poznaje sąsiada, który niezbyt wiele mówi o owym miejscu, a następnie okazuje się strażnikiem tajemnicy, którą niechętnie się dzieli. Ostrzega on również rodziców, by uważali na drogę, której nieopodal stoi ich nieogrodzony dom. Pędzą przez nią ciężarówki, których kierowcy nie zważają na nic. Właśnie, najbardziej absurdalne i śmieszne jest to, że ich nigdy nie było wcześniej słychać. Za każdym razem pojawiały się znikąd, a jedyny odgłos rozlegał się dopiero przy bezpośrednim mijaniu domu.

 

Obecny dom, który miał dać odskocznie rodzinie od problemów, na nowo tylko ich przysparza. Powoduje napływanie myśli na temat śmierci i przemijania. Przywołuje także traumy, stanowiące w ekranizacji elementy, których zadaniem jest wywołać ciarki u widza, jak również przestraszyć. Niestety pozostawia to wiele do życzenia, gdyż staje się to przewidywalne i w pewnym momencie przestaje tworzyć ważny element zaskoczenia.

 

Nie znając książki, podczas oglądania można odnieść wrażenie, że część wstępna jest dosyć mocno rozciągnięta w czasie, gdyż to w niej reżyserowie próbują wytłumaczyć ważne elementy, pozwalające zrozumieć sens produkcji, natomiast później dzieje się tak wiele rzeczy naraz, że przesłanie, które niósł za sobą Stephen King, ginie gdzieś między obrazami.

 

Całość filmu przedstawiła się całkiem nieźle, dzięki tłu oraz aktorom, którzy mieli przysłowiowe „5 minut”, by zabłysnąć. Części się to udało na medal, innym nieco gorzej. Aczkolwiek uważam, że remake prezentuje się o wiele lepiej.

 

„Czasami martwe jest lepsze”.

 

:serce: Moja ocena: 7/10 :serce:

 

Cmętarz zwieżąt/ Smętarz dla zwierzaków [1983] - Stephen King - recenzja -  Filozofia sztuki

  • Lubię to! 1
  • Uwielbiam 9
  • Zasłużony
Opublikowano

Super recenzja! :peepolove:

Moim zdaniem "Smętarz dla zwierzaków" z 1989 roku jest o wiele lepszą wersją i bardziej przypomina Kinga.

Ta wersja z 2019 roku jakoś do mnie nie przemawia, a niby to prawie to samo.

  • Uwielbiam 1
Opublikowano

Czyżby nowa kandydatka na redaktora??? :D 

 

Super napisana recenzja :D 

  • Uwielbiam 1
  • Legenda
Opublikowano

Jak jest jakaś nowa wersja filmu, to nawet nie oglądałam. Starsza wersja ma swój charakter i nie każdemu zapewne się spodoba. Osobiście wolę książkę i to ona oddaje w największej mierze mroczny nastrój. Dobra recenzja, plusik dla Ciebie!

  • Uwielbiam 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.