Skocz do zawartości
BIG GIVEAWAY - Nóż z hakiem oraz inne skiny ×
Łukasz.

Sentino większym poetą był, czyli dlaczego Tuwim i Gałczyński mogą już spokojnie zamknąć interes

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Polska literatura ma szczególną słabość do pomników. Gdy tylko jakiś człowiek napisze kilka dobrych wierszy, umrze odpowiednio dawno temu i przestanie mieć możliwość kompromitowania się w mediach społecznościowych, naród natychmiast stawia go na cokole. Potem dzieci uczą się jego tekstów na pamięć, nauczyciele marszczą brwi z powagą, a kolejne pokolenia udają, że rozumieją, dlaczego lokomotywa była taka ciężka, a zaczarowana dorożka zaczarowana. Tymczasem prawdziwa poezja od dawna chodzi po świecie w markowych butach, pachnie drogimi perfumami, spogląda znad ciemnych okularów i mówi rzeczy, których Julian Tuwim nie odważyłby się powiedzieć nawet po trzeciej szklance czegoś mocniejszego.

Tą poezją jest Sentino.

Oczywiście znajdzie się zaraz jakiś polonista, który zacznie nerwowo przekładać okulary z nosa na czoło i tłumaczyć, że Tuwim operował rytmem, ironią, groteską oraz mistrzowską obserwacją języka. Możliwe. Tyle tylko, że Sentino operuje czymś znacznie bardziej zaawansowanym: świadomością własnej wielkości. A przecież każdy wie, że prawdziwy poeta nie musi opisywać świata. Wystarczy, że opisuje siebie jako centrum wszechświata, wokół którego świat wykonuje nieudolne ruchy obrotowe.

Tuwim napisał „Lokomotywę”. Sentino stworzył natomiast cały osobny gatunek literacki, który można roboczo nazwać poezją człowieka, któremu wszyscy są winni pieniądze, szacunek albo przeprosiny. Już na tym poziomie klasyk przegrywa. Lokomotywa jedzie, sapie, dyszy i dmucha. To właściwie wszystko. Nie posiada wrogów. Nie ma byłych wspólników. Nie musi tłumaczyć, dlaczego jakiś album wyszedł, nie wyszedł albo wyszedł tylko częściowo. Nie transmituje swojej podróży na żywo. Jest więc literacko martwa.

U Sentino każdy wers może natomiast sprawiać wrażenie, jakby był jednocześnie testamentem, pozwem sądowym, rachunkiem za hotel i wiadomością głosową wysłaną o czwartej nad ranem. To wielowarstwowość, do której Tuwim nawet się nie zbliżył. U niego człowiek czyta wiersz i mniej więcej wie, o czym był. U Sentino odbiorca po trzech minutach nie jest pewien, czy uczestniczył w utworze muzycznym, międzynarodowym konflikcie, autobiografii czy prezentacji biznesowej. I właśnie na tym polega wielka sztuka: nie dać odbiorcy odpowiedzi, lecz zostawić go z pytaniem, kto komu właściwie nie zapłacił.

Podobnie sprawa wygląda z Gałczyńskim. Ten pisał o księżycu, dorożkach, teatrzyku, zielonych gęsiach i różnych innych rzeczach, które dobrze wyglądają w podręczniku, ale fatalnie sprawdzają się na Instagramie. Sentino doskonale rozumie, że współczesny człowiek nie potrzebuje zielonej gęsi. Potrzebuje informacji, kto ma apartament, kto ma zegarek, kto podróżuje, kto zna życie, kto jest fałszywy i kto popełnił błąd, nie okazując artyście należnego respektu.

Gałczyński próbował odnaleźć poezję w codzienności. Sentino zrobił coś odwrotnego: zamienił własną codzienność w mitologię. W jego świecie zwykły wyjazd nie jest wyjazdem, tylko emigracją duchową. Konflikt nie jest konfliktem, tylko wojną domową kultury europejskiej. Zakup nie jest zakupem, lecz potwierdzeniem statusu. Kobieta nie jest kobietą, lecz symbolem luksusu, straty, zemsty albo wakacji w miejscu, którego nazwa brzmi wystarczająco drogo. Każdy element rzeczywistości natychmiast otrzymuje rangę wydarzenia historycznego.

To właśnie odróżnia poetę wybitnego od szkolnej lektury.

Tuwim potrzebował metafor. Sentino potrzebuje jedynie własnego nazwiska. Gdy klasyk chciał wyrazić niepokój, budował obraz. Gdy Sentino chce wyrazić niepokój, informuje, że ludzie są niewdzięczni, branża jest zakłamana, a on sam prawdopodobnie jako jedyny zachował godność, talent oraz odpowiednią jakość garderoby. Przekaz jest szybszy, bardziej ekonomiczny i dostosowany do czasów, w których odbiorca nie ma cierpliwości, by zastanawiać się, co poeta miał na myśli. Poeta ma powiedzieć, co miał na myśli, najlepiej kilka razy, coraz głośniej.

Nie można też pominąć przewagi językowej. Tuwim pisał głównie po polsku. Gałczyński również uparcie trzymał się polszczyzny, jakby Europa nie istniała. Sentino tymczasem swobodnie porusza się między językami, akcentami, krajami i stanami emocjonalnymi. Potrafi rozpocząć myśl jak berliński przedsiębiorca, rozwinąć ją jak południowoamerykański kochanek, a zakończyć jak człowiek, który właśnie odkrył, że znowu ktoś próbował wykorzystać jego dobre serce. To nie jest zwykła wielojęzyczność. To literackie Schengen.

Jego teksty mają też tę przewagę, że nie wymagają przypisów historycznych. Aby zrozumieć Gałczyńskiego, czasem trzeba wiedzieć, czym był kabaret, wojna, okupacja, przedwojenna Warszawa albo metafizyka. Aby zrozumieć Sentino, wystarczy kiedyś pokłócić się ze znajomym o pieniądze, wejść na transmisję prowadzoną późno w nocy i choć raz poczuć, że świat nie docenia skali czyjegoś geniuszu. To poezja demokratyczna. Bliska człowiekowi. Zakorzeniona w podstawowych doświadczeniach ludzkości: miłości, zdradzie, ambicji, luksusie i pretensji.

Niektórzy powiedzą, że Tuwim miał większą wrażliwość społeczną. To zarzut pozornie poważny, ale w istocie całkowicie chybiony. Sentino również zajmuje się społeczeństwem. Dzieli je bardzo precyzyjnie na tych, którzy go szanują, tych, którzy jeszcze zaczną go szanować, oraz tych, którzy pożałują, że nie szanowali go wcześniej. Tak klarownej konstrukcji zbiorowości nie stworzył żaden polski poeta. Socjologowie potrzebują tabel, badań i ankiet. Sentino potrzebuje zwrotki.

Gałczyński miał absurd. Sentino ma rzeczywistość, która sama zachowuje się jak absurd. I tu jego przewaga staje się wręcz niesprawiedliwa. Poeta dwudziestowieczny musiał wymyślać dziwne sytuacje. Współczesny artysta może po prostu opisać swój tydzień. Granica między liryką a anegdotą znika. Granica między anegdotą a kryzysem wizerunkowym również. Wszystko płynie jednym nurtem, szerokim jak autostrada prowadząca z Berlina na południe Europy.

Warto także zwrócić uwagę na stosunek do własnego talentu. Tuwim, jak wielu dawnych autorów, pozwalał, by to czytelnicy ocenili jego twórczość. Był to błąd wynikający zapewne z niedostatecznego rozwoju marketingu osobistego. Sentino nie zostawia tak ważnych spraw przypadkowym ludziom. Sam wie, że jest wybitny, i regularnie pomaga odbiorcom dojść do tego samego wniosku. W epoce, w której człowiek niepotrafiący sprzedać własnej historii właściwie nie istnieje, jest to postawa nie tylko nowoczesna, ale wręcz odpowiedzialna.

Po co czekać pięćdziesiąt lat, aż krytycy uznają kogoś za legendę, skoro można poinformować o tym publiczność osobiście?

Różnica widoczna jest również w sposobie budowania podmiotu lirycznego. U Tuwima podmiot czasem znikał, oddając miejsce obrazowi, emocji albo zbiorowości. U Gałczyńskiego potrafił schować się za humorem czy maską. U Sentino podmiot liryczny nie chowa się nigdy. Podmiot liryczny wchodzi do pomieszczenia pierwszy, zajmuje najlepsze miejsce, zamawia najdroższą rzecz z karty i natychmiast pyta, dlaczego reszta jeszcze nie bije brawo. To podmiot kompletny. Podmiot, który nie cierpi na kryzys tożsamości, ponieważ jego tożsamość zajmuje całą dostępną przestrzeń.

Można wręcz powiedzieć, że Tuwim pisał wiersze, Gałczyński tworzył poezję, ale Sentino stworzył siebie. A stworzenie siebie jest przecież dziełem trudniejszym niż stworzenie kilku strof o mieście, miłości czy przemijaniu. Miasto już istnieje. Miłość również. Przemijanie dzieje się samo. Tymczasem legenda wymaga codziennej pracy, częstych wyjazdów, nieustannego przypominania o własnej pozycji i odpowiednio dramatycznego otoczenia.

Oczywiście konserwatywni krytycy nadal będą protestować. Będą mówić o kunszcie, tradycji, warsztacie, uniwersalności. Będą wyciągać rytm, metaforę, symbol, ironię i cały ten zestaw narzędzi, którym od dziesięcioleci próbuje się przesłonić prostą prawdę: żaden wers Tuwima nie wywołał tylu komentarzy typu „co tu się właściwie wydarzyło?”. Żaden utwór Gałczyńskiego nie sprawił, że połowa odbiorców śmiała się, druga połowa analizowała, a trzecia szukała nagrania transmisji, którego podobno już nie było.

To jest właśnie realny wpływ kulturowy.

Tuwim trafiał do podręczników. Sentino trafia do obiegu natychmiast. Do rozmów, memów, cytatów, sporów, samochodowych głośników i zbiorowej świadomości ludzi, którzy być może nigdy nie przeczytali tomiku poezji, ale doskonale wiedzą, że artysta ma rację nawet wtedy, gdy za chwilę sam sobie zaprzeczy. A może właśnie szczególnie wtedy. Wielki poeta nie musi być spójny. Wielki poeta musi być interesujący.

Dlatego pora powiedzieć to jasno: Tuwim i Gałczyński byli bez wątpienia zdolnymi autorami swoich czasów. Robili, co mogli, dysponując ograniczonymi środkami: papierem, piórem, wyobraźnią i brakiem transmisji na żywo. Nie można mieć do nich pretensji. Urodzili się za wcześnie, by zrozumieć, że literatura przyszłości nie będzie zamknięta w tomiku. Będzie rozproszona między piosenką, relacją, konfliktem, luksusowym hotelem, lotniskiem i dramatycznym wyjaśnieniem sytuacji, o którą nikt jeszcze nie zdążył zapytać.

Sentino jest więc poetą pełniejszym, bo nie kończy się na tekście. Sam jest tekstem. Żywym, zmiennym, wielojęzycznym i nieustannie redagowanym przez okoliczności.

A Tuwim?

Tuwim miał lokomotywę.

Sentino jest lokomotywą.

Sapie, pędzi, robi hałas, ciągnie za sobą pół internetu i nawet wtedy, gdy wykolei się na oczach wszystkich, nadal wygląda, jakby to tory popełniły błąd.

  • Lubię to! 2
  • Haha 3
  • Inwestor
Opublikowano

Abstrahując od ironicznej formy tego tekstu i od tego, że Sentino ma nierówno pod sufitem, to muzycznie się broni.

  • Przykro mi 1

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.