Skocz do zawartości
[GIVEAWAY] Nóż survivalowy | Doppler ×
[GIVEAWAY] Bowie Knife | Gamma Doppler ×
Gość

[Tomiczne dyskusje] Latanie chorobą?

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ptak, który urodził się w klatce, myśli, że latanie to choroba. A Ty gdzie się urodziłeś?

 

To zdanie krąży po sieci jak złota myśl z mema filozoficznego, ale im dłużej się nad nim zastanawiam, tym bardziej trafia mnie w czuły punkt.
Bo prawda jest taka: większość ludzi, z którymi żyjemy, pracujemy i pijemy piwo, nie widzi świata poza klatką, w której się urodzili.

Klatka nr 1: bezpieczeństwo i stabilizacja

Niektórzy od dziecka słyszeli: „ważne, żeby mieć stałą pracę, najlepiej w urzędzie, bo tam nie zwolnią”. I rzeczywiście, dorastają w przeświadczeniu, że największą wartością w życiu jest spokój – stabilna pensja, przewidywalność, kredyt hipoteczny i wakacje raz w roku w Egipcie.

Tylko że kiedy spotykają kogoś, kto mówi: „rzuciłem etat, otwieram firmę” albo „wyjeżdżam z plecakiem na rok do Azji”, to co myślą?
„Szaleniec.”
„Nieodpowiedzialny.”
„Co on sobie myśli? Przecież to się źle skończy.”

Dla nich latanie to naprawdę wygląda jak choroba – bo przecież normalny człowiek nie porzuca bezpieczeństwa dla ryzyka.

Klatka nr 2: bieda i brak perspektyw

Inna wersja klatki to dorastanie w świecie, gdzie ambicje są traktowane jak fanaberia. „Po co się starasz? I tak nic z tego nie będzie.” Jeśli z takiego środowiska wyrywa się ktoś, kto marzy o studiach za granicą, o karierze artysty, czy po prostu o lepszym życiu – natychmiast zostaje zaciągnięty z powrotem na ziemię.

Ci, którzy nigdy nie widzieli innych możliwości, wierzą, że próby lotu są objawem jakiejś megalomanii.
Latanie? To dla bogatych. Dla tych, co mieli lepszy start. My mamy swoje miejsce, swoje kraty – i mamy się cieszyć, że w ogóle przeżyjemy kolejny miesiąc.

Klatka nr 3: złote kraty komfortu

A jest jeszcze trzecia grupa. Ludzie, którzy zbudowali sobie swoje własne klatki – często bardzo wygodne. Dobre zarobki, mieszkanie na kredyt, samochód w leasingu, znajomi na podobnym poziomie życia. I tutaj zaczyna się paradoks: oni wcale nie są biedni ani uwiązani przez system. Mogliby sobie pozwolić na „latanie”, ale tego nie robią.

Bo latanie oznacza ryzyko. A ryzyko oznacza, że możesz stracić ten komfort, na który pracowałeś latami. Więc łatwiej jest krytykować tych, którzy próbują. Łatwiej powiedzieć: „to głupota, nieodpowiedzialność” niż samemu zaryzykować.

Starcie nr 1: Czy latanie to choroba, czy lekarstwo?

W tym miejscu mamy dwa fronty.

Front „klatkowy” mówi: „Trzeba znać swoje miejsce. Świat nie jest dla marzycieli. Bezpieczeństwo, przewidywalność i spokój są cenniejsze niż ryzyko. Latanie to nie wolność – to lekkomyślność.”

Front „lotników” odpowiada: „Prędzej czy później kraty zardzewieją, a ty zdasz sobie sprawę, że zmarnowałeś życie na gapieniu się przez pręty. Tak, latanie boli, wiąże się z upadkami, ale daje jedyną prawdziwą wolność. To nie choroba – to instynkt, który próbujesz w sobie zdusić.”

I tu rodzi się pytanie: kto ma rację? Czy marzenie o wolności jest przejawem zdrowia psychicznego, czy może faktycznie niebezpiecznym złudzeniem?

Starcie nr 2: Kto naprawdę żyje, a kto tylko egzystuje?

Klatka daje bezpieczeństwo. Nikt tego nie kwestionuje. Ale czy bezpieczeństwo = życie?
Czy życie naprawdę ma polegać na tym, żeby co miesiąc opłacać rachunki, wymieniać auto co 5 lat i zaznaczać kolejne dni w kalendarzu, czekając na weekend?

Z drugiej strony – latanie bez planu, bez przygotowania, kończy się często upadkiem. Ilu ludzi rzuciło „normalne życie”, żeby być artystą, przedsiębiorcą, podróżnikiem… i skończyło w długach, depresji albo z powrotem w tej samej klatce, tylko z podkulonym ogonem?

Może więc prawda leży gdzieś pomiędzy? Może chodzi o to, by wiedzieć, kiedy otworzyć drzwi klatki, a kiedy jednak posiedzieć w środku?

Starcie nr 3: Własna wina czy los?

Kolejny punkt zapalny: czy to, gdzie się urodziliśmy, naprawdę determinuje całe nasze życie?
Jedni powiedzą: tak. Jeśli urodziłeś się w klatce biedy, bez znajomości, bez kapitału – to nie masz szans na lot. Możesz próbować, ale świat cię szybko sprowadzi na ziemię.

Drudzy odbijają piłeczkę: bzdura. Historia zna tysiące przykładów ludzi, którzy wyszli z najgorszych warunków i osiągnęli rzeczy, o których „klatkowi” nawet nie śmieli marzyć. To nie kraty decydują, tylko to, czy masz odwagę rozłożyć skrzydła.

No to jak jest naprawdę?

I tutaj wracamy do pytania otwierającego: A Ty gdzie się urodziłeś?

Nie chodzi o adres zameldowania. Chodzi o to, jakie kraty masz w głowie.

 

 

Czy naprawdę wierzysz, że „latanie” to choroba, czyli że każdy, kto próbuje czegoś innego niż bezpieczna stabilizacja, jest niepoważny?

Czy może sam próbujesz latać i czujesz, że ci, którzy siedzą w klatkach, patrzą na ciebie z pogardą albo politowaniem?

A może jesteś w pół drogi – masz klatkę, ale uchylone drzwi, i zastanawiasz się, czy zrobić pierwszy krok?

  • Opiekun CS 2
Opublikowano

Ciekawa kwestia została poruszona. Ja np. uważam, że czasami warto zaryzykować, bo może to się odpłacić w przyszłości. Nawet jeśli po drodze się potkniemy, nie musi to oznaczać końca – wręcz przeciwnie, może stać się kontynuacją naszej drogi albo początkiem czegoś zupełnie nowego. Nie liczy się, ile razy upadłeś, ale ile razy wstałeś i nie poddałeś się w dążeniu do celu.
 

Opublikowano
5 minut temu, S0u napisał(a):

Ciekawa kwestia została poruszona. Ja np. uważam, że czasami warto zaryzykować, bo może to się odpłacić w przyszłości. Nawet jeśli po drodze się potkniemy, nie musi to oznaczać końca – wręcz przeciwnie, może stać się kontynuacją naszej drogi albo początkiem czegoś zupełnie nowego. Nie liczy się, ile razy upadłeś, ale ile razy wstałeś i nie poddałeś się w dążeniu do celu.
 

 

To, co piszesz, brzmi bardzo sensownie i motywująco, ale jest tu pewien haczyk. Łatwo powiedzieć „nie liczy się, ile razy upadłeś, tylko ile razy wstałeś” — pytanie tylko, co jeśli ktoś wstaje ciągle w tym samym miejscu i wali głową w tę samą ścianę? Nie każdy upadek jest cenną lekcją. Czasami to powtarzanie błędów, które zamiast budować charakter, po prostu wyczerpują człowieka. I tu wracamy do „ptaka z klatki” – on może nawet spróbować otworzyć skrzydła, ale jeśli nie wie, że za kratami naprawdę jest przestrzeń, to po kilku upadkach uzna, że latanie to jednak bajka dla naiwnych.

Dlatego mam pytanie do Ciebie: czy w Twoim rozumieniu każde ryzyko jest warte podjęcia, nawet jeśli wygląda na czystą głupotę? Czy może uważasz, że trzeba mieć jakąś „strategię lotu”, żeby te wstawania faktycznie miały sens?

  • Opiekun CS 2
Opublikowano
46 minut temu, Tomiczny. napisał(a):

Dlatego mam pytanie do Ciebie: czy w Twoim rozumieniu każde ryzyko jest warte podjęcia, nawet jeśli wygląda na czystą głupotę? Czy może uważasz, że trzeba mieć jakąś „strategię lotu”, żeby te wstawania faktycznie miały sens?

 

Moim zdaniem nie każde ryzyko jest warte podjęcia. Zanim się na nie zdecyduję, staram się przemyśleć plusy i minusy, żeby nie skakać w ciemno. Samo ryzykowanie dla samego ryzyka nie ma sensu – ale czasem, gdy naprawdę czuję, że klatka mnie ogranicza, warto otworzyć drzwi i zaryzykować, bo tylko wtedy można zobaczyć, czy naprawdę potrafię latać

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.