Skocz do zawartości
BIG GIVEAWAY - Nóż z hakiem oraz inne skiny ×
Gość

Wywiad Wr3dnyy.

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

image.png.0bedc46f71831a41d99c5edf5a8e8277.png

CFO7AMM.png

 

Witajcie drogie katy, dzisiaj spróbujemy odszyfrować naszego moderatora i opiekuna serwerów counter-strike 1.6, czyli wr3dnego.

Czy @ Wr3dnyy zakłada maskę w sieci, jakim jest człowiekiem, jak trafił na sieć?

Wszystkiego dowiecie się niżej, zapraszam do lektury!

Prowadzi: @  Colette.

 

Legenda:

 

  - @  Colette.

- @ Wr3dnyy

CFO7AMM.png

 

Colette: Cześć, Ernest! Albo raczej – Wr3dnyy, bo to pod tym nickiem znasz się z forum, gdzie jesteś jednym z moderatorów. Bardzo się cieszę, że znalazłeś chwilę, żeby porozmawiać – wiem, że przy pracy, rodzinie i obowiązkach moderatorskich nie zawsze jest to takie proste.

Masz 27 lat, jesteś z Koszalina, prywatnie mąż i tata – i to wystarczy, żeby mieć co robić na co dzień. A mimo to od dłuższego czasu pełnisz rolę kogoś, kto dba o porządek, atmosferę i spokój w społeczności online, która – nie oszukujmy się – potrafi być wymagająca.

Dziś chciałbym trochę Cię odczarować – dowiedzieć się, kim jesteś poza ekranem, co Cię kręci, co Cię drażni i co sprawia, że masz ochotę to robić. Nie tylko jako Wr3dnyy, moderator, ale po prostu – jako Ernest. Gotowy? Zaczniemy klasycznie:

Pamiętasz jeszcze moment, kiedy pierwszy raz trafiłeś na to forum? Co Cię wtedy przyciągnęło? Przyszedłeś jako „czytelnik z ukrycia” czy od razu włączyłeś się w dyskusję?

Wr3dnyy: Cześć, również dziękuję za poświęcony czas. Myślę, że patrząc na mój staż na forum oraz pełnioną funkcję, warto pokazać się użytkownikom z innej strony. Oczywiście wyrażam zgodę na jak największą ilość prywatności — nie mam nic do ukrycia i jestem tu dla graczy. Teraz odpowiem na Twoje pytania. Widzę, że zebrałeś już trochę informacji o mnie, dlatego nie będę ich powielał.

Doskonale pamiętam moment, w którym zarejestrowałem się na forum. Trafiłem tu zupełnie przypadkowo – po latach odpaliłem Counter-Strike 1.6 i znalazłem serwer COD. Zacząłem na nim grać pod nickiem KrayN. Po pewnym czasie stwierdziłem, że warto spróbować swoich sił jako administrator, bo mimo wszystko mam już doświadczenie, więc czemu nie?

Tak się złożyło, że w dniu moich 26. urodzin, czyli 8 sierpnia 2024, złożyłem podanie o stanowisko administratora. Po dwóch dniach zostało ono przyjęte. Jestem jednak typem człowieka, który zawsze stara się głębiej zaangażować w społeczność. Adminowanie było fajne, jednak z czasem poczułem wypalenie – nie wiem dlaczego, bo to nie było wypalenie grą, a serwerem. 4 września 2024 złożyłem podanie na opiekuna serwera DD2, nie mając praktycznie żadnej styczności ze społecznością tego serwera. Stwierdziłem jednak – skoro rekrutacja jest otwarta, to czemu nie spróbować? Znam się na tym, a w wymaganiach aktywność nie jest aż tak istotna. Jak to ja, rozpisałem się w podaniu i po pewnym czasie Dudnes postanowił dać mi szansę – za co mu serdecznie dziękuję, bo uwierzył w zwykłego szaraczka, który dopiero raczkował w tym community. Od tamtej pory wszystko powoli się kręciło. Później, na własne życzenie, objąłem stanowisko opiekuna serwera 4Fun. Przez pewien czas rozważałem nawet odejście od CS 1.6, ale mimo wszystko serduszko nie pozwoliło.

 

Colette: A potem zostałeś moderatorem. Jak do tego doszło? Sam się zgłosiłeś, ktoś Cię wypatrzył, czy może zostałeś w to wciągnięty nieświadomie?

Wr3dnyy: Podczas gdy byłem opiekunem DD2 i 4Fun, zdecydowałem spróbować swoich sił w moderacji – to zawsze była moja pasja na tego typu forach, bo od dawna działałem w tych sferach na różnych projektach. Naskrobałem pokaźne podanie, tak naprawdę nie spodziewając się, że dostanę szansę, bo zawsze byłem takim dobrym, niewidocznym wujkiem, ale aktywnym. Ku mojemu zaskoczeniu dostałem się wtedy razem z Lankiem i MR.DAFFIM. Na początku nie błyszczałem aktywnością, jednak mimo wszystko starałem się pomagać i monitorować. Wytrwale spełniając się w roli moderatora i opiekuna, doszedłem do etapu, że zostałem Opiekunem całej strefy CS 1.6 oraz Moderatorem. Czasami jest to męczące, ale sprawia mi to frajdę – od zawsze lubiłem to robić, dlatego tu jestem.

 

Colette: Masz 27 lat, rodzinę, pracę – czyli życie jak najbardziej realne. Jak godzisz to wszystko z życiem online, gdzie jednak dbasz o forum, a przy okazji zajmujesz się serwerami CS 1.6?

Wr3dnyy: Właśnie. Moje życie prywatne na ten moment układa się tak, że jestem w stanie spokojnie pogodzić pracę, rodzinę i obowiązki online. Nie oznacza to jednak, że wiecznie siedzę przy komputerze. Prawda jest taka, że mojej narzeczonej (a wkrótce żonie) zdarza się korzystać z laptopa częściej niż mnie. Mimo to mam czas, by realizować wszystko tak, jakbym chciał.

 

Colette: Powiedz szczerze – czy Twoja żona wie, że jesteś osobą online? I co o tym myśli? Wspiera Cię, śmieje się z tego, czy raczej pyta: „Ile jeszcze będziesz patrzył w ten telefon?”

Wr3dnyy: Moja narzeczona ma czasami momenty, w których strzela fochy, ale poznaliśmy się w sieci, a ona sama lubi pograć w różne gry, więc rozumie, że lubię to robić. Sprawia mi to przyjemność i pomaga oczyścić umysł. Ostatni raz śmiała się, gdy robiłem muzykę na serwery (tzw. RS-y) i poszedłem z laptopem na tzw. tron.

 

Colette: Mówisz o sobie w sieci jako Wr3dnyy. Skąd ten nick? Czy jest w tym jakaś historia, czy po prostu chciałeś brzmieć... groźnie?

Wr3dnyy: Historia mojego nicku sięga czasów, gdy grałem ze znajomymi w Metina na prywatnych serwerach. Koleżanka używała nicku Wr3dnaa i tak powstał Wr3dnyy. Nie ma w tym nic szczególnego, chociaż w tamtych czasach byłem dość wredny i opryskliwy wobec obcych.

 

Colette: Powiedziałeś, że Twoja narzeczona rozumie Twoje zaangażowanie, bo sama też zna świat gier. A jak to wygląda od drugiej strony? Kiedy nie jesteś moderatorem, opiekunem, graczem – to kim jesteś? Jak sam siebie postrzegasz jako mężczyznę, tatę, partnera? Co Cię dziś najbardziej definiuje? Jak byś opisał siebie tak po prostu, jako Ernesta?

Wr3dnyy: Myślę, że jestem opiekuńczym, czułym i pomocnym człowiekiem. Jeżeli chodzi o to, jakim jestem tatą czy partnerem, najlepiej mogłyby odpowiedzieć moja córka i narzeczona. Patrząc na to, że ze mną wytrzymują i są szczęśliwe, uważam, że daję radę w tej roli. Staram się im pomagać jak tylko mogę i działać tak, aby miały jak najmniej zmartwień. Na co dzień jestem po prostu Ernestem, który stara się żyć według wartości, które wpajali mi rodzice.

 

Colette: Pięknie to powiedziałeś – w tych słowach naprawdę czuć spokój i odpowiedzialność. Wspomniałeś o wartościach, które dali Ci rodzice. Co z tego najbardziej chcesz przekazać swojej córce? Jaka jedna rzecz, jedno zdanie, które chcesz, żeby miała zawsze w sercu, niezależnie od tego, co ją w życiu spotka?

Wr3dnyy: Najbardziej chciałbym jej przekazać, aby szanowała innych ludzi – bo tego nauczono mnie od zawsze – oraz aby nie była obojętna na ludzkie cierpienie, bo we współczesnych czasach empatia to cecha wymierająca. Chciałbym również, aby tak jak ja czy jej mama, nigdy się nie poddawała, choćby napotkała największe kłody pod nogami. Niech pamięta, że zawsze może na nas liczyć, kiedy pojawią się jakieś problemy.

 

Colette: A co z momentami, w których sam miałeś pod górkę? Co pomagało Ci wtedy nie stracić wiary w siebie – ludzie, jakieś konkretne słowa, czy może po prostu uparte: „dam radę”?

Wr3dnyy: Wydaje mi się, że najważniejsze było wsparcie najbliższych, przede wszystkim taty. Zawsze mogłem do niego pójść i powiedzieć: „Słuchaj, tatuś, mam problem, pomóż mi”. Zawsze mnie wysłuchał i doradził. Poza tym miłość mojego życia, czyli moja narzeczona, często w okresie naszej przyjaźni mówiła mi prosto w oczy: „Zepnij du**ę, Ernest, dasz radę”. Po tych wszystkich wzlotach i upadkach w końcu kłody pod nogami przegrały walkę z moim życiem. Najczęściej ze swoimi życiowymi rozterkami radziłem sobie dzięki jeździe na motocyklu, który towarzyszy mi od wczesnych lat dzieciństwa – moją pasję również zaszczepił we mnie tata.

 

Colette: To wsparcie naprawdę wybrzmiewa z każdej Twojej odpowiedzi. I chyba nie chodzi tylko o to, że ktoś był obok, ale że wiedziałeś, że możesz być sobą. A jak myślisz, czego najbardziej nauczyło Cię ojcostwo? Co się w Tobie zmieniło, kiedy pojawiła się córka?

Wr3dnyy: Wiedziałem od zawsze, że tata zawsze będzie za mnie stał murem – i tak jest do dzisiaj. Ojcostwo pokazało mi tę rodzicielską miłość – nigdy wcześniej nie wyobrażałem sobie, że można kogoś tak mocno kochać. Nauczyło mnie też ogromnej cierpliwości i odpowiedzialności. Sporo we mnie się zmieniło – z miłośnika domówek stałem się miłośnikiem wieczornego oglądania Netflixa. Dało mi to do zrozumienia, że trzeba zwolnić tempo, bo sam też muszę nauczyć się żyć. Zmieniło mnie to na dobre i nauczyło dorosłości, której wcześniej się obawiałem.

 

Colette: To brzmi, jakbyś naprawdę odnalazł się w tej dorosłości – nawet jeśli kiedyś chciałeś przed nią uciekać. Ale skoro mówisz, że dziś potrafisz zwolnić i docenić moment, to powiedz: co dziś sprawia Ci radość? Co Cię odpręża, daje Ci ten moment dla siebie – poza forum, pracą i obowiązkami? Masz coś takiego, co robisz tylko dla siebie, co „ładuje Ci baterie”?

Wr3dnyy: Można powiedzieć, że jestem obecnie na zaawansowanym etapie oczekiwania na „3 z przodu” (czyli trzydziestkę). W tej chwili największą radość sprawia mi zwykły wyjazd nad jezioro – by poleżeć na plaży, pobawić się z dzieckiem czy spotkać z rodziną. Najlepszym sposobem na relaks jest wyjazd do babci na wieś i całkowite wyłączenie telefonu. To trochę powrót do beztroskiego dzieciństwa – żadnych zmartwień.

 

Colette: No dobra, ale nie uwierzę, że Wr3dnyy od rana do wieczora tylko Netflix i wiejska sielanka. Powiedz – co leci w głośnikach, kiedy jedziesz sam autem, bez dziecka na tylnym siedzeniu? Masz swoje ulubione kawałki, które zawsze poprawiają Ci humor? A może jest jakiś artysta albo gatunek, który najczęściej przewija się na Twojej playliście? Coś, co towarzyszy Ci od lat albo – wręcz przeciwnie – odkryłeś niedawno i wpadłeś po uszy?

Wr3dnyy: Masz rację – ograniczyłem się do moich ulubionych sposobów relaksu. Jeśli chodzi o muzykę, to słucham właściwie tego, co wpadnie mi w ucho: głównie latino, amerykańskiego rapu oraz różnych przebojów z lat mojego dzieciństwa. Lubię też od czasu do czasu posłuchać jakiegoś utworu Wojtka z Poznania – naprawdę jest ich mnóstwo. Ostatnio inaczej czuję utwory Linkin Park i Nickelback, i teraz bardzo często przewijają się one na mojej liście odtwarzania.

 

Colette: Brzmi jak mocno miksowana playlista – trochę nostalgii, trochę emocji, trochę bujania w aucie. A skoro już przy aucie jesteśmy… Wspominałeś, że jazda samochodem działa na Ciebie jak reset – odcina Cię od zmartwień, pomaga poukładać myśli. Masz jakiś ulubiony model, którym mógłbyś jechać przed siebie bez końca? Albo trasę, która zawsze działa na Ciebie jak terapia?

Wr3dnyy: Znalazłoby się kilka takich modeli, jednak moim najskrytszym marzeniem jest Nissan Silvia S15 Spec-R. Gdybym dziś dostał kluczyki do takiego auta, od razu wziąłbym urlop od życia i jechał przed siebie. Jeśli chodzi o trasy, mam kilka ulubionych w okolicy – trudno wybrać jedną.

 

Colette: Mówisz o tych beztroskich chwilach u babci, o muzyce, która budzi wspomnienia, o drodze przed siebie… Wydaje się, że mocno trzymasz się tego, co Cię ukształtowało – ludzi, miejsc, emocji. Masz jakiś taki moment z dzieciństwa albo młodości, do którego lubisz wracać myślami? Taki, który przypomina Ci, kim jesteś, albo daje Ci spokój, kiedy życie się rozpędza?

Wr3dnyy: Tak, jestem bardzo związany z rodziną i nie wstydzę się o tym mówić. To moi bliscy, którym zawdzięczam wszystko – i nie chodzi mi tylko o rodziców. Mam wspomnienie, które do dziś jest dość bolesne, ale lubię do niego wracać. Lubię wspominać czas spędzony z moim dziadkiem, którego zabrała mi ciężka choroba ponad rok temu. Wiem, że rozdrapuję rany, które próbują się zabliźnić, ale mimo wszystko jest mi trudno bez niego, i doceniam każdą chwilę, kiedy był ze mną. To też taki hamulec, który mówi mi: „zostań chwilę”, bo wiem, jakie życie jest kruche. Jechałem go odwiedzić, a zamiast tego czekałem na jego pogrzeb.

 

Colette: To brzmi jak coś, co niesiesz w sobie bardzo głęboko. I myślę, że każdy, kto kogoś tak stracił, rozumie to uczucie rozdrapywania, które czasem… po prostu trzeba przeżyć. Bo to znaczy, że ta osoba dalej w Tobie żyje. A czego – właśnie dzięki takim ludziom jak Twój dziadek – nauczyłeś się najbardziej o życiu? Co starasz się w sobie pielęgnować przez pamięć o nim?

Wr3dnyy: Dzięki niemu wiem, że mimo ciężkich chwil nigdy nie wolno się poddawać. Pamiętam, że chociaż mieszkał 120 kilometrów ode mnie, często musiał radzić sobie nawet bez pieniędzy, bo nigdy mu się nie przelewało. My, rodzice i reszta rodziny – ciocie i wujkowie – robiliśmy mu duże zakupy. Babcia spędziła całe życie we Włoszech i dopiero po jego śmierci wróciła na stałe do Polski, co boli, bo on zawsze na nią czekał i niesamowicie się cieszył, gdy przyjeżdżała. Mój dziadek był człowiekiem, który dzielił się z innymi wszystkim, co miał, i nigdy nie odmawiał pomocy. Praktycznie każde wakacje spędzałem u niego, i to są moje najlepsze wspomnienia, które zawsze pozostaną w moim sercu.

 

Colette: Ernest… dziękuję, że się tym podzieliłeś. Wiem, że takie wspomnienia potrafią jednocześnie podnosić na duchu i ściskać za serce. To, jak mówisz o swoim dziadku – o tym, jakim był człowiekiem i ile Ci dał – pokazuje, jak bardzo jesteś dziś ukształtowany przez miłość, która nie znika nawet wtedy, gdy ktoś odchodzi. I właśnie dlatego chcę zapytać Cię o coś, co naturalnie się z tym łączy – choć w zupełnie inny, może jaśniejszy sposób. Jesteś dzisiaj tatą. Masz swoje dziecko, z którym teraz Ty możesz budować takie wspomnienia, jakie kiedyś budował z Tobą Twój dziadek. Macie z córką coś Waszego? Coś, co jest tylko między Wami? Może jakieś wspólne wygłupy, rytuały, momenty, kiedy świat trochę zwalnia i liczycie się tylko Wy?

Wr3dnyy: Jest kilka takich rzeczy, które robimy wspólnie, choć kiedyś może częściej. Zdarza się teraz, że słyszę „Tato, nie rób siary”, ale przez przypadek zaraziłem ją jedną z moich ulubionych kreskówek z dzieciństwa. Zajęło mi to trochę czasu, ale teraz wszystko, co tylko możliwe, ma motyw „Lilo & Stitch”. Poza tym uwielbiamy jeździć na rowerze. Mamy też swoje teksty (tzw. inside jokes), które rozumiemy tylko my – a to przecież trzeba brać pod uwagę, że ma dopiero... albo aż 8 lat.

 

Colette: Brzmi jak prawdziwa więź – taka, której na początku nie widać, ale czuć ją w każdym „Tato, nie rób siary” i każdym wspólnym rowerowym wyścigu. Fajnie słyszeć, że macie coś tylko Waszego – nawet jeśli oznacza to, że Stitch chwilowo wygrywa z Tobą w rankingu domowych celebrytów. Powiedz… jakim tatą chciałbyś być dla niej dalej? Już nie tylko dziś, gdy ma osiem lat i możecie razem oglądać bajki, ale za kilka czy kilkanaście lat – kiedy zacznie szukać własnej drogi. Co chcesz jej zostawić po sobie – nie w rzeczach, tylko w sercu?

Wr3dnyy: Zawsze chciałem być nie tylko jej tatą, ale też jej najlepszym przyjacielem – takim, jakim jest dla mnie mój ojciec. Chcę, żeby w razie tzw. „przypału” nie mówiła: „Jezu, co teraz? Oby tylko tata się nie dowiedział”, ale żeby przychodziła do mnie i mówiła, co się stało, żebym mógł pomóc jej znaleźć rozwiązanie. Chcę, żeby wiedziała, że zawsze będę przy niej, nieważne, jaką drogę wybierze. Zawsze będzie moją kochaną córeczką i zaakceptuję każdy jej wybór.

 

Colette: Dać dziecku taką przestrzeń, że nawet w największym „przypale” wie, że może przyjść, powiedzieć, nie bać się, to skarb. To przecież nie jest oczywiste – wielu z nas dorastało z myślą: „oby tylko się nie dowiedzieli”... a Ty chcesz być kimś, kto nigdy nie odwróci wzroku. Czy to właśnie zaufanie i bezpieczeństwo są dla Ciebie w relacjach najważniejsze? Czego Ty sam potrzebujesz od ludzi, żeby poczuć, że naprawdę jesteś z nimi „blisko”?

Wr3dnyy: Od zawsze mam tak, że najpierw muszę zaufać, żeby się na kogoś otworzyć. Mój ojciec zawsze był dla mnie „dobrym ziomkiem”, dlatego staram się postępować podobnie ze swoim dzieckiem. Uważam, że zaufanie i uczciwość to podstawa dobrych relacji.

 

Colette: Brzmi jak coś, czego dzisiaj trochę brakuje – uczciwości i zaufania bez udawania. Często mówi się, że im jesteśmy starsi, tym trudniej znaleźć „swoich ludzi”, takich, z którymi nie trzeba niczego udawać. A jak jest u Ciebie? Łatwo Ci zaufać? Masz wokół siebie ludzi, przy których możesz być po prostu Ernestem – nie tatą, nie partnerem, nie moderatorem, tylko sobą?

Wr3dnyy: Wiesz co, mam swoją zaufaną paczkę osób. Nie jest ich dużo, ale trzymam się z nimi od lat. Oczywiście, gdy zakładasz rodzinę i zaczynasz żyć przede wszystkim dla niej, znajomi schodzą na dalszy plan i rzadko się z nimi widuje. Teraz priorytety są inne, chociaż czasami z narzeczoną udaje nam się wyjść do znajomych i oderwać od rzeczywistości. Tak czy inaczej, gdy ma się dziecko, czas płynie zdecydowanie szybciej.

 

Colette: Wiesz, rozmawiając z Tobą, mam wrażenie, że naprawdę dobrze znasz siebie i masz jasne wartości. Ale powiedz mi – gdybyś miał opisać siebie trzema słowami, tak całkiem szczerze, bez ściemy, to jakie by to były?

Wr3dnyy: Dosyć długo dążyłem do tego, kim jestem dzisiaj, i to właśnie dzięki tym wartościom jestem tu, gdzie jestem. Określiłbym siebie jako pracowitego, szczerego i uczciwego – więcej grzechów nie pamiętam. Swoją drogą, nigdy nie lubiłem pisać o swoich wadach czy zaletach, a już na pewno nie o cechach charakteru.

 

Colette: To, co mówisz, brzmi bardzo autentycznie — ale skoro nie przepadasz za mówieniem o sobie, czy jest coś, co inni często widzą w Tobie, a czego Ty sam czasem nie dostrzegasz? Może jakaś cecha, która zaskakuje ludzi?

Wr3dnyy: Wiesz co... Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałem i nie przychodzi mi do głowy taka sytuacja. Kiedyś ktoś mi powiedział, że jestem dość dojrzały jak na swój wiek, ale teraz nic takiego nie przychodzi mi do głowy.

 

Colette: To, co mówisz, pokazuje, że jesteś człowiekiem raczej spokojnym i nie szukającym rozgłosu. Na zakończenie, co chciałbyś, aby ludzie przede wszystkim zapamiętali o Tobie, gdy pomyślą o Wr3dnyym — i o Ernestem?

Wr3dnyy: Tak, zdecydowanie wolę nie wyróżniać się na tle innych – zawsze lubiłem pełnić funkcje na forach, ale nigdy nie chciałem wychodzić przed szereg. Wolałem robić swoje po cichu i tego się trzymam. Chciałbym, żeby ludzie nie oceniali mnie po „kolorku” czy statusie, ale wiedzieli, że jestem tu dla nich i mogą do mnie napisać w każdej sprawie – jeśli tylko mogę, pomogę.

 

Colette: Świetnie, dzięki wielkie, Ernest, za tę szczerość i otwartość — naprawdę dałeś się poznać nie tylko jako Wr3dnyy, ale przede wszystkim jako człowiek. Twoje podejście do życia, rodziny i społeczności robi wrażenie i na pewno będzie inspiracją dla wielu osób. Trzymam kciuki za Ciebie, Twoją rodzinę i dalsze projekty online, a wszystkim, którzy czytają, życzę, aby znaleźli w sobie choć ułamek tej pasji i zaangażowania, które Ty pokazujesz na co dzień. Dzięki jeszcze raz i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję porozmawiać! Na razie, trzymaj się ciepło!

Wr3dnyy: Dzięki również za poświęcony czas. Mam nadzieję, że użytkownicy będą mnie dzięki tej rozmowie postrzegać jako normalnego człowieka, a nie „moderatorka”. Pozdrawiam Ciebie i całą społeczność Katujemy.eu – do zobaczenia na serwerach!

CFO7AMM.png

 

 

  • Junior Admin
Opublikowano

Jeszcze raz dziękuje za wywiad, bardzo przyjemna rozmowa.

Pozdrawiam z rodzinką.

  • Lubię to! 2
Opublikowano

Świetny wywiad, szczerze mówiąc sam nie spodziewałem się, że tak przyjemnie mi się będzie go czytało. Super pytania od prowadzącego i tak samo dobre odpowiedzi. Niesamowicie wypadliście obydwoje:pepelove:

  • Lubię to! 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.