Skocz do zawartości
[GIVEAWAY] Nóż survivalowy | Doppler ×
[GIVEAWAY] Bowie Knife | Gamma Doppler ×

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Hej, tak jak napisałem w tytule, nie mam pomysłu jak to nazwać. Jest to krótki początek pierwszego rozdziału książki do której napisania zostałem zainspirowany, jeśli mogę to tak nazwać. Zabrałem się za to pod wpływem motywacji i namówień, ale również sprawia mi to satysfakcję oraz radość.  Wszystko polega na tym, że główny bohater o imieniu "Michał" który jest aspołeczny, przeprowadza się z małej wioski do dużego miasta gdzie udaje się do nowej szkoły wraz ze swoją o dwa lata starszą dziewiętnastoletnią siostrą. Nie wie tylko że jego spokojne i ciche życie odmieni się raz na zawsze.

Mam nadzieję że się Wam to spodoba oraz chętnie posłucham co mógłbym dodać lub poprawić. 

 

 

Obudziłem się, dalej leżąc na wygodnym oraz komfortowym łóżku z miękkim białym materacem oraz dużą puchatą poduszką, zacząłem myśleć o tym na co się zdecydowałem. Dokładnie o tym, że pierwsze dni po przeprowadzce zawsze są trudne do zaakceptowania oraz przyzwyczajenia się do życia w nowym środowisku. Szczególnie jeśli przeprowadzasz się z małej wioski do dużego miasta, lub jeśli jest się tak aspołecznym jak ja. Szczęście w nieszczęściu, że nie jest to centrum miasta, jest to domek jednorodzinny gdzieś na uboczu z ogrodem w którym znajduje się niewielka, drewniana oraz zarośnieta gęstą roślinnością  mały kamień spadł mi z serca. Po dłuższych przemyśleniach wstałem z komfortowego łóżka z wielkim bólem.

Zapukałem w twarde dębowe drzwi do pokoju mojej o dwa lata starszej dziewiętnastoletniej siostry, żeby ją obudzić i powiedzieć, żeby się szykowała, bo dzisiaj zaczynamy naszą nową szkołę po przeprowadzce. Wiedziałem, że ten dzień nie będzie ani łatwy, ani przyjemny, zarówno dla niej, jak i dla mnie.

– Asia! Wstawaj, bo się spóźnisz na rozpoczęcie roku – krzyknąłem głośno, starając się ją obudzić.

– Michał, czego się drzesz, przygłupie? Przecież nic się nie stanie, jak spóźnię się parę minut – odpowiedziała, zniecierpliwiona, niemal wykrzykując to przez drzwi.

Czułem się naprawdę zmęczony tym wszystkim. Z każdą chwilą coraz bardziej żałowałem, że zgodziłem się na przeprowadzkę do dużego miasta. Zawsze byłem osobą, która nie przepadała za tłumem, a teraz wchodziłem w nową rzeczywistość pełną nieznanych ludzi, które nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Czułem, że ciężko będzie znaleźć tu swoje miejsce, a myślenie o Asii tylko pogarszało sprawę. Żadne nasze rozmowy nie kończyły się dobrze, a jej obecność tylko spotęgowywała mój dyskomfort. Po chwili usłyszałem, jak Asia przeciąga się w łóżku, a potem stopy dotknęły podłogi. Drzwi się otworzyły, a ona spojrzała na mnie z grymasem na twarzy.

– Przecież miałam wstać – burknęła, nadal zaspana.

Podeszła do szafy, która trzeszczała pod wpływem jej ruchów, i zaczęła wyciągać ubranie. Miała na sobie starą, zmechaconą piżamę w kolorze fioletowym, a jej włosy były w nieładzie, jakby właśnie wstała z łóżka po nieprzespanej nocy. Wyglądała na osobę, która wcale nie przejmowała się tym, co się działo wokół.

– Daj mi jeszcze minutę – powiedziałem, oparłem się na oparciu kanapy i zamknąłem oczy.

Zasnąłem na chwilę, choć nie było to łatwe. Znowu ten hałas – dźwięk wieszaka, który trzaskał w szafie, wybudził mnie z zamyślenia. Szybko się otrząsnąłem i wstałem, chwytając torbę. W międzyczasie Asia weszła do kuchni, a ja podążyłem za nią. W kuchni Asia, po krótkiej chwili, zaczęła przygotowywać sobie śniadanie. Mieszając płatki śniadaniowe z mlekiem, wyglądała na osobę, która nie miała pojęcia, jak stresujący będzie ten dzień.

 

Miała na sobie szeroką, szaro-niebieską bluzę z kapturem, która była nieco za duża, co dodawało jej nonszalanckiego wyglądu. Jej włosy nadal były w nieładzie, a na jej nadgarstkach lśniły plastikowe bransoletki, które miała na sobie od dzieciństwa. Mimo że nie mówiła o tym głośno, jej gesty zdradzały, że nie była szczególnie podekscytowana rozpoczęciem szkoły. Ja zresztą też nie byłem.

– Michał, nie patrz na mnie tak – powiedziała, widząc, jak patrzę na nią z niezadowoleniem, kiedy podchodziłem do stolika, żeby założyć buty.

– Za pięć minut będę gotowa – dodała, zwiększając tempo.

– Dobrze, ale pamiętaj, że to nowa szkoła i nie masz tam jeszcze żadnych znajomych – odpowiedziałem, chwytając kurtkę.

W końcu oboje ruszyliśmy w stronę szkoły, chociaż nie ukrywam, że moje myśli nie były wcale optymistyczne. W tłumie ludzi próbowałem się odnaleźć, ale było to prawie niemożliwe. Czułem się, jakbym utknął w nieznanym świecie, którego nie rozumiałem, otoczony przez ludzi, którzy nie wiedzą, kim jestem i nie chcą mnie poznać. W szkole poczułem się jeszcze bardziej zagubiony. Nowe miejsce, nowe twarze, a ja – aspołeczny Michał, który ledwo potrafił odnaleźć się w takim tłumie. Nie miałem żadnych przyjaciół, a Asia, choć była moją siostrą, wcale nie pomagała mi się odnaleźć. Była zbyt zajęta sobą, żeby się mną przejmować. Przez kilka pierwszych dni starałem się dostosować do tego miejsca. W szkole poznałem kilku nowych ludzi, ale nikt nie wydawał się specjalnie zainteresowany moją obecnością. Większość uczniów trzymała się w swoich grupach, co pogłębiało moje poczucie osamotnienia. I choć starałem się nie okazywać tego na zewnątrz, czułem się zupełnie obcy.

Jednak po kilku dniach spotkałem Paulinę. Była to dziewczyna, którą poznałem na wakacjach, zanim jeszcze przeprowadziliśmy się do miasta. Miała około 16 lat, na głowie jasne włosy, które opadały na jej ramiona w lekkich falach, a jej usta miały delikatny, różowy odcień. Tego dnia była ubrana w prostą, białą koszulkę z nadrukiem ulubionego zespołu, ciemne dżinsy i białe trampki. Czułem, jak zapach jej perfum – lekkiego jaśminu z nutą owoców – dotarł do moich nozdrzy, gdy podeszła do mnie w szkolnym korytarzu. Na jej nadgarstkach błyszczały złote bransoletki, a na szyi miała cienki naszyjnik w kształcie serduszka. Mimo że nie znałem jej dobrze, zaczęła mnie zauważać w szkole, co było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Mówiła, że widziała mnie już kilka razy w szkole, ale nigdy nie miała okazji porozmawiać. I to właśnie ona była pierwszą osobą, która podeszła do mnie z pytaniem, czy chcę usiąść z nią na przerwie.

 

– Hej, Michał, co tam u ciebie? – zagadała, gdy zauważyła, że siedzę sam na ławce.

– Chcesz się do mnie przysiąść? – Gdy to usłyszałem, zastygłem w bezruchu, jakby ktoś wylał na mnie gorący wosk.

Nie potrafiłem odpowiedzieć od razu, bo poczułem się trochę zaskoczony. Niby znałem Paulinę z wakacji, ale w tym szkolnym świecie byłem tak zamknięty, że trudno mi było przyjąć jej propozycję.

– Jasne, siadam. – odpowiedziałem w końcu, choć nadal nie byłem pewien, czy to dobry pomysł.

Z każdą kolejną przerwą spędzoną z Pauliną czułem się trochę bardziej swobodnie. Była otwarta i uśmiechnięta, co sprawiało, że rozmowa z nią była łatwiejsza, niż przypuszczałem. Zaczęliśmy rozmawiać o wakacjach, o naszej szkole, o wszystkim, co nas otaczało. Paulina okazała się bardzo wyluzowaną osobą, która wcale nie oczekiwała, że od razu będę się otwierał. Dawała mi przestrzeń, ale jednocześnie była tam, kiedy tego potrzebowałem. Czułem się trochę dziwnie, bo nigdy wcześniej nie miałem takiej koleżanki, z którą mógłbym porozmawiać o wszystkim, ale która jednocześnie nie wymagała, bym od razu się otworzył. Zaczęliśmy się widywać na przerwach, a czasem także po szkole, kiedy razem wracaliśmy do domów. Choć nie stałem się jej najbliższym przyjacielem, obecność Pauliny pozwalała mi poczuć, że nie jestem w tej szkole całkowicie sam. W domu mama wciąż mówiła mi, że z czasem przyzwyczaję się do nowego miejsca. Miała rację, ale nie rozumiała, jak ważne jest dla mnie to, by choćby jedna osoba w tej szkole była gotowa nawiązać jakąś relację. Chciałem, żeby ktoś mnie zauważył, żeby nie czuć się takim outsiderem. I choć nie byłem pewien, co przyniesie przyszłość, czułem, że poznanie Pauliny to jakiś krok w stronę lepszego życia w tej nowej szkole. Może nie było łatwo nawiązać głębsze przyjaźnie, ale miałem przynajmniej jedną osobę, z którą mogłem porozmawiać i która nie oceniała mnie od razu. To dawało mi nadzieję, że w tej nowej szkole jednak mogę znaleźć swoje miejsce. Powoli zaczynałem nawiązywać znajomości z innymi uczniami, ale wciąż czułem się z boku. Na przerwach widziałem, jak inni uczniowie tworzą swoje paczki, rozmawiając o swoich ulubionych filmach, grach czy nowych trendach. Mimo że czasami próbowałem wtrącić się do rozmów, miałem wrażenie, że coś mnie w tym wszystkim blokowało. Może to po prostu brak doświadczenia, może obawa przed odrzuceniem. Czułem, jak te chwile spędzone na uboczu wypełniają mnie poczuciem niepewności. Paulina jednak nie należała do tych osób, które tworzyły zamknięte grupy. Lubiła rozmawiać z każdym, była otwarta i naturalna, co sprawiało, że łatwiej było się z nią zrelaksować. Pewnego dnia zapytała mnie, czy nie chciałbym wziąć udziału w szkolnym projekcie, który dotyczył pracy nad plakatem promującym akcję charytatywną. Na początku się wahałem, ale pomyślałem, że to może być okazja, by spróbować nawiązać więź z innymi. Zgodziłem się.

 

– Michał, poważnie. To świetna okazja, żeby poznać innych – mówiła Paulina, widząc moje opory.

A poza tym, dobrze się przy tym bawimy, naprawdę. Praca nad projektem okazała się być dla mnie czymś nowym. Kiedy wcześniej w szkole żyłem raczej w swoim świecie, nie uczestniczyłem w takich akcjach. Jednak, biorąc pod uwagę, że Paulina była przy mnie, poczułem się bardziej swobodnie. Siedzieliśmy razem przy jednym stole, omawiając, jakie hasła i grafiki chcielibyśmy umieścić na plakacie. Dla mnie to było coś zupełnie innego – twórcze zadanie, które, choć na początku wydawało się przytłaczające, zaczęło mnie wciągać. Dzięki projektowi, w którym brałem udział, poznałem kilku nowych uczniów, w tym Antka, który okazał się być kolejną osobą, z którą zacząłem spędzać trochę więcej czasu. Choć początkowo był zamknięty i nieco cichy, z dnia na dzień zaczęliśmy się rozmawiać, dzielić swoimi zainteresowaniami, co sprawiło, że zaczęliśmy się lepiej rozumieć. Antek nie był typem, który miał potrzebę ciągłego bycia w centrum uwagi. Był raczej introwertykiem, podobnym do mnie, więc rozumiał, jak trudno czasami odnaleźć się w takim tłumie ludzi, jak w naszej szkole. Nasza współpraca przy projekcie ułatwiła nam rozmowy na przerwach, a z czasem staliśmy się bardziej komfortowi w swoim towarzystwie. Po zakończeniu projektu, który okazał się być dużym sukcesem, Antek, Paulina i ja zaczęliśmy spotykać się na przerwach. Choć wciąż nie należałem do żadnej wielkiej paczki przyjaciół, zaczynałem dostrzegać, że może nie muszę tego robić. Zrozumiałem, że kilka prawdziwych znajomości wystarcza, by poczuć się częścią tej szkoły, nawet jeśli to tylko mały fragment tego dużego, obcego świata. Szkoła wydawała się być coraz bardziej znośna. Po zakończeniu dnia, wracałem do domu. Często, gdy wchodziłem do mieszkania, witał mnie już ciepły zapach obiadu przygotowanego przez mamę. Była to rutyna, do której się przyzwyczaiłem, choć nie zawsze ją doceniałem.

– Michał, jesteś już w domu? – usłyszałem głos mamy, która stała przy kuchennym blacie, krojąc warzywa.

– Mamy dziś coś specjalnego, twoje ulubione kotlety schabowe. A Asia wzięła się za pomoc, więc mam nadzieję, że dzisiaj nie będzie narzekać. – Powiedziała to z lekkim powątpieniem w głosie jakby sama w to nie wierzyła.

– No to super – odpowiedziałem, zdejmując buty i wchodząc do kuchni.

– Dzień jak dzień w szkole, ale przynajmniej na przerwach mam już kilku kumpli. Trochę łatwiej się żyje.

– Tylko nie mów, że znów z Antkiem siedzisz – rzuciła Asia, która siedziała przy stole, zajadając się resztkami ciasta. – Całe dni na tej samej twarzy. Myślałam, że tam są inne osoby.

– No wiesz, to nie tak. On po prostu nie jest takim jak wy wszyscy. Poza tym, nie ma się co dziwić – dodałem, starając się tłumaczyć. – Chociaż w szkole jest cała masa osób, z którymi w ogóle nie mam o czym rozmawiać, więc lepiej się dogadujemy.

Mama przyglądała się rozmowie, ale widziałem, że bardziej interesował ją obiad niż nasze młodzieńcze problemy. Jej uśmiech był spokojny, jak zawsze. Czułem, że stara się być obecna, nawet jeśli nie rozumiała do końca, co naprawdę się działo w moim życiu.

– Michał, pamiętaj, że najważniejsze to być sobą. A znajdziesz przyjaciół, z którymi będzie ci dobrze, to przyjdzie z czasem. – Mama miała w sobie tę swoją cechę, pełną optymizmu i spokoju, która potrafiła rozładować napięcie w rodzinie.

– Poza tym, nie zapominaj o rodzinie. Zawsze możesz na nas liczyć. Asia przewróciła oczami, a ja uśmiechnąłem się tylko lekko, czując, że w jej oczach byłem raczej "tym dziwakiem", który nie pasował do reszty rówieśników.

– Rodzina, rodzina… – wymamrotała, wyciągając rękę po kolejne kawałki ciasta. – Jak na razie, nie bardzo widać, byś się integrował z kimś więcej niż z Antkiem. A nie mów, że mnie to nie martwi. Zresztą, co ci będzie przyjaciel, jak nie masz z nim wspólnych tematów? – dodała.

– Przestań się czepiać – odparłem, chociaż dobrze wiedziałem, że ma rację. Wciąż miałem problem z odnalezieniem się w większym towarzystwie. – Na razie jest spoko. W końcu jeszcze tylko kilka miesięcy do końca roku. Może wtedy się to zmieni. Mama, słysząc to, przerwała swoją krzątaninę w kuchni i spojrzała na mnie spokojnym wzrokiem.

– Michał, nie musisz się spieszyć. Daj sobie czas. Zawsze mówisz, że nie jesteś typem towarzyskim, więc nie oczekuj, że to się zmieni od razu. Najważniejsze, to żebyś znalazł swój rytm. A jeśli potrzebujesz, pamiętaj, że zawsze możesz z nami porozmawiać.

 

Po obiedzie siadaliśmy wszyscy razem przy stole, rozmawiając o drobnostkach, o tym, co się wydarzyło w ciągu dnia. Mama z Asią zaczęły rozmawiać o jakiejś nowej pracy mamy, o jakichś plotkach z sąsiadów. Asia zaczęła opowiadać o tym, jak nie mogła się odnaleźć w klasie, bo wszyscy byli „inni” niż ci, których znała wcześniej. Czasami z tego wszystkiego dochodziło do śmiechu. Ale mimo tych drobnych radości, wciąż czułem się w tej rodzinnej atmosferze jakby na uboczu. Czułem, że choć starają się, nie do końca rozumieją, co się ze mną dzieje. Przecież to nie tylko szkoła, to wszystko, co w niej jest, po prostu mnie przerastało. Wieczorem, kiedy siedzieliśmy wszyscy w salonie, Asia zaczęła znowu swoje narzekanie na naszą nową szkołę.

– Michał, nie rozumiem, jak ty w ogóle tam wytrzymujesz – powiedziała, patrząc na mnie ze swojego miejsca na kanapie. – Te wszystkie szkolne zasady, ta cała atmosfera. A ja się czuję, jakby wszyscy byli w jednej wielkiej grze.

Zgodziłem się w duchu z jej słowami, ale wiedziałem, że nie mogę tego powiedzieć. Chciałem, by rodzina myślała, że jakoś sobie radzę. Choć, gdyby to było tak proste, nie rozmawialibyśmy o tym znowu. Czułem się tak, jakby mój umysł był wciąż pełen pytań, na które nie znałem odpowiedzi. Nie wiedziałem, czy mam się dostosować, czy po prostu wciąż próbować przetrwać w tym chaosie.

– Może to nie jest takie złe, jak się wydaje. – Mama, jak zawsze, starała się wprowadzić pozytywną atmosferę. – Michał, wiesz, że po prostu musisz się przyzwyczaić, prawda?

– Tak, wiem – odpowiedziałem, starając się brzmieć przekonująco.

Po obiedzie mama zaproponowała, żebyśmy wyszli na spacer. Chociaż nie miałem na to ochoty, zgodziłem się. Moje myśli wciąż krążyły wokół szkoły, tych wszystkich ludzi, którzy byli mi obcy. Nawet nie zauważyłem, kiedy się ubrałem. Na siebie wciągnąłem dżinsy, które zaczynały się przecierać przy nogawkach, i niebieską koszulkę. Właśnie w takich ubraniach czułem się najbardziej sobą. Mam takie dni, że nic nie pasuje do mojego nastroju. Może dlatego, że znowu zmieniało się otoczenie.

Mama, Asia i tata – jak zawsze, postawili na wygodę. Mama w ciemnej bluzce, prostych spodniach, sportowe buty, jakby nic więcej nie było jej do życia potrzebne. Asia, starsza siostra, miała na sobie różową bluzę, która była trochę za duża, przez co wyglądała na młodszą, niż była. Dżinsy, ich nogawki były poszarpane, a buty wydawały się trochę za wielkie. Właściwie, sama Asia była trochę za duża do swoich ciuchów. Mimo że była starsza, nigdy nie pasowała do swojego wieku. Miała ten typ osobowości, który sprawiał, że była bardziej „na luzie” niż reszta.

Tata jak zwykle w koszuli w kratkę, niezbyt schludnej, ale za to wygodnej. Chociaż nie patrzyłem na niego zbyt uważnie, wiedziałem, że nie zależy mu na wyglądzie, liczyła się funkcjonalność. Nie miałem zamiaru rozmawiać o niczym poważnym, więc po prostu szliśmy.

 

Spacer trwał chwilę, ale dla mnie wydawał się wiecznością. Chociaż byłem z rodziną, miałem wrażenie, że nie pasuję do tego obrazu. Czułem się obco. Moje myśli wciąż krążyły wokół tego, co miało wydarzyć się w szkole. Kto mnie tam czeka? Z kim się zaprzyjaźnię? Tego nie wiedziałem. I choć rodzina starała się rozmawiać o wszystkim i o niczym, ja nie potrafiłem się skupić. Wciąż miałem wrażenie, że życie toczy się gdzieś z dala ode mnie.

Powroty do domu były momentem, który zazwyczaj dawał mi ulgę. I dzisiaj było tak samo. Kiedy przekroczyliśmy próg domu, poczułem się trochę spokojniej. Wszedłem do swojego pokoju, który powoli zaczynał się układać w coś, co mogłem nazwać „moim miejscem”. Położyłem torbę na biurku i usiadłem na łóżku. Przez chwilę patrzyłem na książki, które leżały tam od rana, zastanawiając się, czy w ogóle powinienem zabrać się za naukę.

Nie byłem w stanie się skupić. W głowie miałem tylko to, co miało nadejść. Co mnie czeka w szkole? Kim będą ci nowi ludzie? I jak ja się w tym wszystkim odnajdę? Czy znajdę miejsce dla siebie? Może czasem po prostu przesadzam. Może wszystko, co się dzieje, to tylko moment, który wkrótce minie. Może na razie nie jestem gotowy na to wszystko, na nowych ludzi, nowe wyzwania. Może to kwestia przyzwyczajenia się.

Czas mijał, a ja nie mogłem się skupić na żadnym zadaniu. Zamiast tego, ciągle myślałem o nadchodzących dniach. W końcu wziąłem telefon i sprawdziłem powiadomienia, jakbym szukał czegokolwiek, co oderwałoby mnie od tych myśli. Wiadomości były puste, nic, co by mnie poruszyło. To dziwne, ale czułem, jakbym w tym momencie szukał jakiejś odpowiedzi. Może czegoś, co pozwoli mi poczuć się bardziej związanym z tym wszystkim. Z tym miejscem, z tą szkołą, z tym życiem, które teraz musiałem tworzyć.

Nagle poczułem wibrację w kieszeni. To była wiadomość od Pauliny. Prawie natychmiast otworzyłem powiadomienie.

„Znalazłam kilka fajnych miejsc w okolicy, jeśli chcesz się wyrwać z domu – daj znać!”

Poczułem lekkie ukłucie w brzuchu, jakby ta wiadomość miała w sobie coś ważnego. Może dlatego, że Paulina była tą osobą, która nigdy nie oceniała na pierwszy rzut oka. Może dlatego, że nie musiałem niczego udawać, kiedy rozmawiałem z nią. Tylko że… co odpowiedzieć? Co jeśli to znowu będzie kolejna próba, która nie wypali? Z drugiej strony, myślałem, że może warto spróbować. Może to ma sens.

Napisałem: „Brzmi fajnie, może w przyszłym tygodniu?”

To było wszystko. Krótkie i zwięzłe. Czułem ulgę, jakbym pozbył się jakiejś niepotrzebnej presji. Odsunąłem telefon na bok, spojrzałem na książki. Czas na naukę? Nie teraz. Myśli o szkole były zbyt silne, zbyt głośne.

Ale chociaż nie miałem pojęcia, co dalej, przynajmniej nie musiałem tego rozwiązywać dzisiaj.

 

 

  • Lubię to! 2
  • Donator
Opublikowano

Nie wiem jaki dasz tytuł, ale szacun że piszesz :ok:

  • Uwielbiam 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.